Źdźbło w garażu. Ryszard Marian Mrozek. Novae Res 2015
Wydawałoby się, że nie ma nic prostszego jak napisanie powieści kryminalnej. Ot, mamy tajemniczą zbrodnię, detektywa, który próbuje ją wyjaśnić na podstawie kilku poszlak no i oczywiście mamy też tego, który zabił. Na tej kanwie powstały klasyczne już i w niektórych kręgach kultowe powieści Agathy Christie czy Raymonda Chandlera. Z tego schematu korzystają również bardziej współcześni autorzy kryminałów i postanowił z niego skorzystać Ryszard Marian Mrożek.
Główny bohater powieści – doświadczony policjant, który na skutek urazu zmuszony jest odejść ze służby i założyć agencję detektywistyczną, razem ze swoim młodym, nieopierzonym pomocnikiem próbują rozwikłać tajemnicę zniknięcia wpływowego prokuratora.
Niby wszystko się zgadza - jest zbrodnia, jest detektyw, który próbuje ją rozwikłać, jest kilka poszlak. Ten, który zabił też jest. Wątek kryminalny jest spójny i przyzwoity. Nieco trudności dostarcza umiejscowienie akcji w czasie, ale odkrycie, że „Źdźbło w garażu” nie jest powieścią współczesną, zdecydowanie ułatwia lekturę. Najbardziej zgrzyta jednak, kiedy pojawiają się wątki obyczajowe i refleksje głównego bohatera. Chwilami rażą też dialogi. Język, jakiego używa autor może okazać się archaiczny, zwłaszcza dla młodego pokolenia czytelników. Język ten w dzisiejszych czasach jest już chyba zapomniany, ale przywodzi na myśl czasu, kiedy ulubionymi autorami byli Niziurski czy Bahdaj. Entuzjaści tych autorów z pewnością odnajdą przyjemność w lekturze „Żdźbła”. Miłośnicy mrocznego Krajewskiego czy Miłoszewskiego już niekoniecznie.
„Źdźbło w garażu” to zatem przyzwoita i sympatyczna opowieść kryminalna, choć zdecydowanie dla pokolenia analogowego.
KK-D

