Znana łacińska sentencja mówi: O zmarłych należy mówić tylko dobrze. No właśnie, ale co jeśli nic dobrego nie przychodzi do głowy, a rozmowy o zmarłej osobie nie ustają? A każdy tak naprawdę jest zadowolony, że ta osoba umarła?
Pewnie większość z nas chciałaby dostać zaproszenie na Święta Bożego Narodzenia do znajomych, żeby uniknąć wszystkich tych przygotowań i szału przedświątecznego. Z tego powodu Liane Craufurd chętnie korzysta z takiego zaproszenia od przyjaciół, rodziny Sandys. Perspektywa spędzenia czasu wśród dawno niewidzianych przyjaciół, w małym, angielskim miasteczku – cudowna. Spokój, odpoczynek i długie rozmowy przy kominku... Nic bardziej mylnego! Sensacyjna wiadomość o śmierci emerytowanego sędziego wywołuje niemałe zamieszanie. Małą społeczność, gdzie wszyscy się znają łączy jedno – nikt nie lubił sir Henry'ego. A do tego okazuje się, że jego śmierć nie była naturalna. Każdy z mieszkańców mógłby mieć motyw do zabójstwa, ale czy każdy miał alibi? Tę niezwykle zagmatwaną zagadkę musi rozwiązać inspektor Hugh Gordon.
Nie byłoby dobrej powieści detektywistycznej bez tajemniczej postaci. I tutaj oczywiście też się taka pojawia, niezwykle piękna, samotnie mieszkająca od niedawna w niedalekiej odległości od centrum wydarzeń, Sonia Phillips. Co łączy ją z mieszkańcami? Zaczyna się kołowrotek przypuszczeń, plotek, intryg i zbierania dowodów przez Gordona i jego znajomą Liane. Na jaw wychodzą małe i większe sekrety mieszkańców. Kto zabił? Niewiarygodne żeby ktoś z dobrze znanych sąsiadów posunął się aż do takiego czynu!
Jak dobrze, że powieść Susan Gilruth została wznowiona. Czyta się jednym tchem, mając wrażenie, że siedzi się przy kominku z bohaterami i rozważa różne scenariusze wydarzeń. Zapraszam do lektury!
