W większości thrillerów lub kryminałów śledzimy wydarzenia z perspektywy ofiary, śledczego lub bohaterów pobocznych, rzadko zaś ze strony sprawcy. Rory Power w "Zabójczych istotach" postanowiła skorzystać z tego nietypowego rozwiązania, na narratorkę powieści wybierając morderczynię.
Rok temu Jane, Luce, Edie i Nan wypłynęły łódką na pożegnalną kąpiel w jeziorze. To miała być idealna ostatnia noc wakacji. Wróciła jednak tylko Nan. Dziewczyny zostały uznane za zaginione, a brak postępów w śledztwie wskazywał na jedno – musiały zginąć. Rok później w dniu upamiętnienia ich zniknięcia nagle powraca Luce. Dziewczyna jednak twierdzi, że nic nie pamięta, a śledztwo zostaje wznowione. Nan nie wierzy, w to co się dzieje – zwłaszcza, że była pewna, że żadna z dziewczyn nie wróci, ponieważ sama je zamordowała.
Opis "Zabójczych istot" był naprawdę intrygujący, zwłaszcza przez zabieg, aby śledzić akcję z perspektywy mordercy. I w sumie tylko to wyróżnia tę historię, ponieważ jako thriller młodzieżowy wypada po prostu okej.
Interesujący okazał się również motyw stalkingu, o który oskarżono główną bohaterkę, czyli Nan. Jego główną zaletą było to, że tak do końca nie wiemy, czy rzeczywiście Nan przejawiała takie skłonności, czy była niesłusznie oskarżona. Szczerze, to w tej historii zabrakło mi najbardziej spojrzenia na fabułę z perspektywy innych bohaterek. Dopiero na koniec poznajemy bliżej Luce oraz jaką finalnie okazuje się główna bohaterką.
Całą powieść czyta się błyskawicznie, ponieważ jej akcja rozciąga się na zaledwie parę dni. Minusem jest natomiast przewidywalność, ponieważ kilka plot twistów mnie nie zaskoczyło i wyczułam, w jakim kierunku idzie autorka. Co do zakończenia to czuję lekki niedosyt. Było w porządku, ale liczyłam na coś z efektem wow.
Podsumowując, jest to ciekawy thriller młodzieżowy z nietypową narracją głównej bohaterki, klimatem małej mieściny w pobliżu kanionu, wciągająca i nawet intrygująca. Czy zapadnie w pamięć? Raczej nie, ale dla tak zwanego odmóżdżenia to ciekawa propozycja.
