By zabierać głos w aktualnych wydarzeniach na świecie, warto znać cały kontekst, a nie opierać się wyłącznie na skromnych, często niestety stronniczych i nacechowanych emocjami, doniesieniach medialnych. Na ich podstawie możemy wyrobić sobie zdanie, które nijak ma się do rzeczywistości. Tak było i w moim przypadku, gdy na konflikt palestyńsko-izraelski patrzyłam jedynie przez pryzmat wydarzeń z 7 października. „Z nakazu Boga” jest moją trzecią książką w tym temacie, ale jak do tej pory najlepiej przygotowaną, dopracowaną i pozbawioną emocji, co daje czytelnikowi możliwość wyrobienia sobie własnego zdania na podbudowie obiektywnie przedstawionych wydarzeń.
Karolina Wójcicka przemierza tereny obecnego dziś państwa żydowskiego, by na własne oczy zobaczyć enklawy i oddalone, zamieszkałe dziś przez Palestyńczyków eksklawy. Na własnej skórze doświadcza nieprzychylności skrajnie zdeterminowanych ludzi do tego, by zasiedlić tereny należne im według religii. Autorka rozmawia zarówno ze zwykłymi mieszkańcami obu stron konfliktu, jak i byłymi politykami, działaczami społecznymi czy aktywistami działającymi na rzecz pokoju. Z tych relacji wyłania się obraz skrajności, ale to co oburza najbardziej, to tłumaczenie pozbawiania życia w imię fundamentalnych założeń religii, potwierdzające tylko, że żadna skrajność nie jest dobra. Czytelnik ma okazję zobaczyć i zrozumieć lepiej przyczyny obecnego konfliktu, mechanizmy, jakie doskonaliły się w Izraelczykach, a które zbudowane zostały na poczuciu krzywdy wynikającym z doświadczania holocaustu. To uzmysławia niejako, skąd i dlaczego w narodowości żydowskiej mieszkającej w sąsiedztwie Palestyny, taka zaciekłość i złość w stosunkach między sąsiadami. Nie bez znaczenia są również motywy polityczne i subtelna propaganda wtłaczana następnym pokoleniom, choć tutaj (w przeciwieństwie do Rosji) nikt głośno o niej nie mówi.
„Z nakazu Boga” bulwersuje, zmusza do zadawania trudnych pytań, obrazuje wojnę, której nie powinno być, a która toczy się z pobudek politycznych i finansowych, gdzie motywy religijne stają się jedynie głośno wymawianymi hasłami, tłumacząc bezlitosne posunięcia armii izraelskiej. Nie można zaprzeczać krzywdzie, jakiej naród żydowski doświadczał przez wiele dekad, ale czy właściwym posunięciem jest czynienie tego samego innemu narodowi, nie wyciągając wniosków z własnych doświadczeń, a stawiając je w jednym szeregu z motywami zarzewia konfliktu? Czy religia rzeczywiście mówi, by pozbawiać życia drugiego człowieka, czynić zło, wypędzać z domów, prześladować? Czy to właśnie nie religia powinna być tym, co łączy, a nie dzieli?
Dokładnie przygotowana relacja autorki w zapatrywaniu się na temat obecnej inwazji, jest w stanie zmienić perspektywę człowieka, który dotychczas bronił działań Izraela, wymieniając jako główną przyczynę działania Hamasu z października. Nie, ten konflikt zaogniał się i gasł przez lata, ścierał się podsycany nastrojami skrajnych ugrupowań przez ostatnie dziesięciolecia, a to co bulwersuje dziś i budzi niepokój to to, że wcale nie odrobiliśmy lekcji z historii. Podbijając kosmos i w dobie rozwoju AI, nadal dochodzi do tak przerażających w skutkach decyzji, gdzie giną setki tysięcy ludzi, cierpiąc głód, uchylając się od bomb i dronów, a za przysłowiowym płotem ludzie siedzą w kawiarni i cieszą się z upadku drugiego człowieka.
Książka zostawia mnie z przytłaczającym poczuciem tego, że nigdy nie znałam prawdziwego Izraela i narodu żydowskiego. Czy zmienia ona mój stosunek do Żydów? Nie. Bo jeśli chcemy budować dobry, bezpieczny świat, nie możemy karmić się nienawiścią, ale możemy pokazać innym, że złem, prześladowaniem i mordowaniem nie zbudujemy niczego dobrego, a następne pokolenia skrupulatnie nas z naszych decyzji rozliczą…

