Od kilku dobrych lat powieści azjatyckich autorów cieszą się popularnością w Polsce. Ja jeszcze przed tą fazą zdążyłam zapoznać się z Harukim Murakamim i jego proza była w porządku, ale nie sprawiła, że przepadłam w literaturze z Kraju Kwitnącej Wiśni, bądź leżących w jej pobliżu. Kolorowa, przyciągająca wzrok okładka oraz ciekawy opis sprawiły jednak, że dałam szansę "Wypożyczalni zagubionych marzeń" Kim Ho-Yeon.
Sol wraca do rodzinnego miasta po zakończeniu swojej kariery jako producentka telewizyjna. Na miejscu odkrywa, że Wypożyczalnia Wideo Don Kichot, która w latach jej młodości była azylem dla niej i zaprzyjaźnionej grupy nastolatków, została zamknięta, a jej właściciel, ekscentryczny pan Don, zniknął bez śladu. Za namową dawnego przyjaciela, Sol postanawia odnaleźć pana Dona, a do pomocy stwarza kanał na YouTube, na którym nagrywa filmy dotyczące pana Dona, wypożyczalni oraz dzieł kina i literatury, którymi zachwycał się właściciel wypożyczalni. Wkrótce Sol rozpoczyna podróż po Korei i poznaje ludzi z przeszłości pana Dona, dzięki czemu poznaje go od zupełnie innej strony, a tym samym zbliża się do jego odnalezienia.
Od samego początku urzekł mnie styl pisania Kim Ho-Yeona. Ciężko mi wskazać, co konkretnie sprawiło, że nie mogłam oderwać się od czytania, a w chwilach przerw czekałam tylko, aż wrócę do książki. Zarówno dialogi, opisy przeżyć wewnętrznych bohaterki, poprowadzona fabuła i przewijający się od początku do końca motyw Don Kichota, były utrzymane na wysokim poziomie. Angażowałam się w akcję razem z Sol, która nie tylko wytrwale poszukiwała pana Dona, ale jednocześnie rozwijała swój kanał na YouTube. Ten wątek, mimo że poboczny, również mnie interesował i każdy jej sukces cieszył. Sama przeszłość Sol jako producentki telewizyjnej, a nawet jej dzieciństwo, było tak opisane, że nie stanowiło nudnego elementu jej kreacji, a naprawdę świetnie się o tym czytało.
Bardzo podobał mi się motyw poszukiwań pana Dona i odwiedzania kolejnych miejsc z jego przeszłości. Sol towarzyszyło przez ten czas wiele osób, w tym Hanbin, syn pana Dona. Szczerze mówiąc, jego postać irytowała mnie najbardziej i nie mogłam już momentami go znieść. Autor przedstawił jego sytuację i wyjaśnił, dlaczego istniała w nim taka potrzeba bogactwa, ale i tak był to bohater podnoszący mi lekko ciśnienie.
Sam motyw Don Kichota i Sancha Pansy przypomniał mi czasy, gdy omawiałam powieść Cervantesa w szkole. Tytuł Don Kichota przechodził podczas lektury z bohatera na bohatera, pokazując ich rozwój na przestrzeni lat.
Jestem naprawdę miło zaskoczona i usatysfakcjonowana po skończeniu lektury "Wypożyczalni zagubionych marzeń" i chętnie sięgnę po poprzednie powieści Kim Ho-Yeona.
