Nie ma jesieni bez dobrego thrillera, który swoją atmosferą dopasowuje się do aury za oknem. Im ciemniej na zewnątrz, tym bardziej udziela się mroczny klimat fabuły. W Wypadku Freidy McFadden dominuje atmosfera odcięcia wywołanego śnieżycą oraz lęku przez obcymi ludźmi.
Tegan ma nadzieję, że jej życie wkrótce przestanie być takim pasmem niepowodzeń. Jest w ósmym miesiącu ciąży, mieszka w mikroskopijnej kawalerce, pracuje na kilka zmian w sklepie spożywczym i jest bez pieniędzy oraz samotna. Umowa, którą ma podpisać z biologicznym ojcem dziecka, ma zapewnić jej przyszłość. Tegan jednak w ostatniej chwili odmawia podpisania kontraktu i postanawia wyjechać do swojego brata, mimo rozpoczynającej się śnieżycy. Nieoczekiwanie staje się ofiarą wypadku; jest sama w głuszy, bez zasięgu i w dodatku ranna. Ratuje ją wreszcie obcy mężczyzna i zabiera do swojego domu. Tegan jeszcze nie wie, że z jednego niebezpieczeństwa mogła właśnie trafić do o wiele gorszego miejsca.
W nowej powieści Freidy McFadden ścierają się ze sobą perspektywy dwóch kobiet: młodej Tegan, która pomimo swojej sytuacji chce urodzić i wychować córeczkę, oraz Polly, byłej pielęgniarki i bezpłodnej kobiety, bez szans na adopcję i bez pieniędzy na dalsze próby in vitro. Obie walczą o to, czego najbardziej pragną, czyli dziecko. Tegan za wszelką cenę chce uwolnić się z domu Polly i Hanka, gdzie zamknięta w piwnicy ledwo funkcjonuje z powodu rannej nogi. Polly zaś widzi w dziewczynie szansę na to, czego życie jej nie dało, czyli kompletną rodzinę.
Wielokrotnie mój poziom niedowierzania zostawał przekroczony, gdy czytałam rozdziały pisane z perspektywy Polly. Kobieta, która była kiedyś pielęgniarką, przez swoją desperację i zaślepienie okazywała się bezwzględną, wręcz nieobliczaną osobą. Momentami wydawała się naprawdę niepokojąca i zastanawiało mnie, do czego jeszcze się posunie, aby osiągnąć swój cel. Tegan natomiast zaskakiwała mnie swoim uporem i trwaniu w tym, co postanowiła.
Wypadek, podobnie jak Nauczycieli, przeczytałam prawie na jednym posiedzeniu. Krótkie, dynamiczne rozdziały, zmieniająca się perspektywa bohaterów, klimat lęku i niepokoju to cechy rozpoznawcze stylu Freidy McFadden, za które ją cenię. Wypadek wychodzi jednak trochę gorzej w porównaniu do wcześniejszej książki, ponieważ w tym przypadku nie doznałam autentycznego szoku na sam koniec książki ani też w trakcie. Była to dobra historia, ale nie zrobiła na mnie takiego piorunującego wrażenia jak Nauczyciele.
Nie zmienia to faktu, że Wypadek to bardzo dobry umilacz jesiennych wieczorów, gdy aura za oknem przypomina tę dziejącą się na stronach książki. Polecam fanom tego gatunku, jak i samej autorki.

