Nie ufam bestsellerom „New York Timesa” i książki opatrzone tym znakiem na ogół omijam szerokim łukiem. Unosi się wokół nich zapach amerykańskiej szmiry. Zdecydowałam się jednak sięgnąć po „Wydarzyło się nad jeziorem” Lisy Jackson, ponieważ lubię książki wydawnictwa Skarpa Warszawska, a dodatkowo o autorce słyszałam wiele pozytywnych opinii. Czy było warto?
Choroba ojca staje się powodem, dla którego Harper Reed Prescott powraca w rodzinne strony. Do domu, w którym spędziła dzieciństwo. Domu, który był zarówno azylem, jak i miejscem tragedii. Olbrzymia posiadłość, ulokowana na prywatnej wyspie, budzi grozę i zachwyt jednocześnie. Dla Harper ten dom to symbol straty. Wiele lat temu umarła tutaj jej babcia. I to w tę samą noc, gdy zaginął chłopak Harper. Teraz, kiedy po latach nieobecności, kobieta powraca w rodzinne strony, szybko dochodzi do kolejnej tragedii. Co takiego wydarzyło się dwadzieścia lat temu? Dlaczego dookoła Harper unosi się aura tajemniczych wypadków? Czy komuś zależy na tym, by odebrać jej wszystko?
Klimatyczna rezydencja na wyspie, sekrety przeszłości i seria tajemniczych zgonów. Kim jest Harper? Co tak naprawdę zdarzyło się w noc, gdy jej chłopak zaginął, a ukochana babcia umarła? Czy to, co stało się dawno temu, rzutuje na aktualne wypadki? Lisa Jackson opowiada historię kobiety, która nie może wyzwolić się spod wpływu przeszłości. Wszystko, co dzieje się w życiu Harper przypomina zły sen. Kiedy udało jej się zbudować nowe życie po tragedii, jaka miała miejsce gdy była nastolatką, okazuje się, że szczęście nie jest jej pisane. Jej małżeństwo się rozpadło, a powrót do rodzinnego domu po nagłym ataku choroby ojca, przyniósł nowe tragedie. Wiele cierpienia zrzuca Jackson na barki swojej bohaterki. Postać Harper jest dużym plusem tej historii. Opowiedziana tak, że możemy poczuć rozterki tej osoby, zjednoczyć się z nią w cierpieniu. Powrót w rodzinne strony to nie tylko problemy związane z zachorowaniem ojca, ale także wszystko to, co kobieta starała się zostawić za sobą. Brak porozumienia z macochą, widmo dawnych wydarzeń, które okoliczni mieszkańcy doskonale pamiętają. Po przyjeździe Harper szybko staje się uczestniczką kolejnych fatalnych wypadków, a to naraża ją na dodatkową niechęć i ostracyzm ze strony tubylców. Każda chwila spędzona w domu pełnym staroci i wspomnień staje się wstępem do utraty zmysłów…
Lisa Jackson perfekcyjnie buduje klimat oparty na strachu, niedopowiedzeniu i poczuciu osaczenia. Stary dom, który skrzypi, oddycha wspomnieniem przeszłości, zdaje się zamieszkany przez duchy. Drzwi, które powinny być zamknięte, okazują się otwarte, rzeczy zmieniają swoje położenie, a wszelkie dźwięki sprawiają wrażenie, jakby pochodziły nie z tego świata. Samotna kobieta, uwięziona w domu, który nigdy nie zapomniał tego, czego świadkiem był przed laty. Harper nie radzi sobie z przeszłością, ale także ze wszystkim tym, co dzieje się obecnie. Bardzo dobrze Jackson tworzy strukturę fabuły oscylującej między kryminałem a grozą. „Wydarzyło się nad jeziorem” to szybkie tempo akcji, mnogość zawirowań fabularnych, ciekawi bohaterowie i misternie budowana atmosfera. Książka, którą czyta się dobrze, ponieważ tutaj jedna tajemnica goni drugą, a wszystko to, co wypływa z odmętów przeszłości, jeszcze bardziej gmatwa obraz.
Bardzo szybko i ze sporym zainteresowaniem przeczytałam tę powieść i myślę, że oceniłabym ją wysoko, gdyby nie to, co dzieje się na końcu. Otóż „Wydarzyło się nad jeziorem” nie ma żadnego zakończenia. Żadnego. Książka sprawia wrażenie urwanej w połowie. Oczywiście jest to furtka do kontynuacji, ale nie zmienia to faktu, że jeżeli przez ponad 400 stron tworzyło się sekrety, to należałoby chociaż część z nich wyjaśnić. Tego typu zabieg odbiera książce bardzo dużo. Kolejna część „Wydarzyło się nad jeziorem. Wyspa tajemnic” zapewne odsłoni przed nami wiele odpowiedzi, ale nie zmienia to faktu, że jestem rozczarowana. Zalecam więc sięgnięcie po tę książkę jedynie w przypadku, kiedy ma się przy sobie już kontynuację. Solidny, mroczny thriller, w którym wszystko dobrze gra, a wiktoriański dom i tajemnice sprzed lat robią swoje. Nie zakończony, ucięty, a szkoda. To opowieść, która naprawdę wciąga i budzi w nas duży apetyt. Pozostawia także spory niesmak. Szkoda, że u pisarki, która ma na swoim koncie całkiem sporą liczbę powieści i duży sukces sprzedażowy, doszło do zastosowania tak taniego chwytu. Zakończenie, które nie zachęca do tego, by sięgnąć po drugą część, a drażni i wywołuje uczucie oszukania. Przeczytam kontynuację, ponieważ ciekawią mnie losy Harper i zagadka tego, co stało się nad jeziorem, ale z czystym sumieniem nie mogę książki polecić bez wzmianki o tym, że finał będzie zaledwie wstępem do dalszego ciągu. Niefajny chwyt, nie przy powieści, której objętość to niemalże 500 stron.
