Przeglądając recenzje Piątej Pory Roku byłem bardzo zdziwiony, z jak zróżnicowanym przyjęciem spotkała się powieść N. K. Jemisin. Moim skromnym zdaniem była to jedna z ciekawszych książek fantasy, a dla fanów dark fantasy to już w ogóle jazda obowiązkowa. Tymczasem to, co najbardziej urzekło mnie w dziele Amerykanki – klimat i chłodna, pozbawiona emocji narracja – wielu osobom zupełnie nie przypadło do gustu. Ba, samo wydawnictwo na swoim blogu przyznało, że biorąc pod uwagę klapę, jakie zaliczyły wcześniejsze dzieła Jemisin w naszym kraju, sporo zaryzykowało wydając Piątą Porę Roku.
Prawda wygląda bowiem tak, że seria Pęknięta Ziemia zdecydowanie nie jest przeznaczona dla fanów epickich historii o herosach walczących ze złem. Wykreowany przez Jemisin świat jest okrutny i niesprawiedliwy, a jego brutalność nie polega wyłącznie na częstym odrąbywaniu kończyn przez powieściowych protagonistów, tak jak to się dzieje w wielu innych książkach. Jak już wspominałem przy okazji recenzji poprzedniego tomu:
Bohaterami "Piątej Pory Roku" są osoby wykluczone i prześladowane, które nie mają szans zawalczyć o uznanie, czy przyjęcie w poczet zwyczajnej społeczności. Nieważne, jak bardzo by się nie starali, górotwory nie są w stanie udowodnić innym, że zasługują na normalne życie. Dlatego powieść Jemisin nie jest kolejną historią o pokonywaniu uprzedzeń, a jej wydźwięk jest niezwykle pesymistyczny.
We Wrotach obelisków nic się pod tym względem nie zmienia.
Trwa Piąta Pora Roku, zwana też Sezonem. Ścigająca swojego męża i córkę Essun trafia do podziemnego miasta Castrimy – tajemniczego miejsca, gdzie górotwory zawarli niepewny sojusz ze zwykłymi ludźmi. W Castrimie Essun spotyka dawnego kochanka, potężnego dziesięciopierściennika Alabastra. Mężczyźnie nie pozostało już wiele czasu: jego ciało zmienia się stopniowo w kamień. Zanim umrze, Alabaster próbuje przekonać Essun do podjęcia się ryzykownej misji, której on sam nie będzie już w stanie wykonać. Tymczasem wspomniani bliscy kobiety – Jija i Nassun – podróżują do Odzyskanego Księżyca. Jest to miejsce, w którym skażeni Stróże opiekują się grupką młodocianych górotworów. Jednym z opiekunów jest Schaffa, stary znajomy Essun. Jija liczy, że Stróże pomogą wyleczyć jego córkę z górotwórczych zdolności. Dziewczyna wcale jednak nie zamierza zmienić się w Nieruchomą. Zamiast tego Nassun rozwija swój talent, nieuchronnie ściągając na siebie gniew ojca.
Od razu przyznam, że Wrota obelisków to książka słabsza niż jej poprzedniczka . Jej głównym zadaniem jest wprowadzenie pewnych wątków, które pewnie dopiero w trzeciej części zostaną właściwie rozwinięte. Co się nie zmieniło, to klimat i nastrój znany z pierwszego tomu: ten nadal zachwyca. Autorka rzecz jasna nie mogła zastosować tej samej sztuczki, co w poprzedniej części, czyli ukazaniu losów głównej bohaterki w sposób, jakby pisała o trzech różnych kobietach. Tym razem więc wprowadziła nową postać, z której perspektywy będziemy oglądać koniec świata: córki Essun. Punkt widzenia Nassun znacznie różni się od prezentowanego przez jej matkę. Co więcej, dość szybko przekonujemy się, że dziewczyna wcale nie tęskni za mamą, a jej uczucia względem niej są dość chłodne. Konflikt wydaje się więc nieuchronny, a to z kolei daje Jemisin sporo ciekawych możliwości pociągnięcia tego wątku w trzecim tomie.
Wrota obelisków to powieść znacznie spokojniejsza niż jej poprzedniczka. Dzieje się tu zdecydowanie mniej: autorka zrezygnowała z dramatycznych scen i nieoczekiwanych zwrotów akcji. W drugim tomie przyszedł czas na odkrywanie przez Nassun własnej mocy; Essun z kolei będzie musiała zrozumieć, że czas ukrywania się dobiegł końca i przyszła pora wzięcia losów świata w swoje ręce – nawet jeśli nagrodą nie będzie upragniona akceptacja zwykłych ludzi i spokojne życie. Na szczęście, by nie stracić zainteresowania czytelnika, Jemisin wyjaśnia przy tym kilka bardzo istotnych tajemnic, pozostawiając też wiele znaków zapytania.
Mimo tych kilku uwag uspokajam: komu spodobała się Piąta Pora Roku, ten nie powinien być rozczarowany Wrotami obelisków. Nowa powieść N. K. Jemisin nie zachwyci tak, jak jej poprzednie dzieło, ale też nie sprawi, że z obawami będziemy musieli czekać na ostatnią część Pękniętej Ziemi. Ta zaś powinna być czymś naprawdę niezwykłym.
