Uwielbiam klimaty, które zaserwowała nam Lucy Jane Wood w swoim czarodziejskim cyklu. Myślę, że to jest to, czego potrzeba nam w wakacje: lekkiej powieści o magii, zapachu pysznego ciasta, nieoczywistych relacjach i sile kobiet. Autorka kolejny raz zabiera nas do Selcouth – miejsca dobrze znanego z pierwszej części cyklu. Ważną jednak informacją jest fakt, że wydarzenia "Uncharmed" dzieją się wcześniej, ale myślę, że można ją czytać bez znajomości pierwszego tytułu.
Główna bohaterka to Anne – czarownicą lubiąca wszystko kontrolować. I takie jest właśnie jej życie, pełne przewidywalności. Własna cukiernia pochłania ją bez reszty, ponieważ jest najważniejszym, co ma. Nie potrafi odpuścić, dlatego szybko staje się zmęczona i zniechęcona. Pewnego dnia otrzymuje jednak zadanie opieki nad młodą czarownicą Maeve, która nie potrafi utrzymać w ryzach swojej mocy i często wpada w kłopoty. Myślicie, że połącznie perfekcjonizmu Anne i szaleństwa Maeve to już za dużo? Otóż nie, bowiem autorka wprowadza jeszcze jedną nietypową postać – Hal to przystojny właściciel tymczasowego miejsca zamieszkania kobiet. Co ważne, mężczyzna nie darzy sympatią czarownic. Co z tego wyniknie? Czy ta trójka odnajdzie wspólny język? Wszak są jak ogień, woda i ziemia.
Książka jest wspaniała, ponieważ otula ciepłem. Bohaterowie, pomimo iż należą do świata fantasy, mają ludzkie problemy, uczucia i nawet wady. Dodatkowo kreowani są na znajomych z sąsiedztwa. To urzekło mnie bardzo, w sumie już drugi raz w pisarstwie Lucy Jane Wood. Może nie było w tej powieści fajerwerków, ale czytało się ją bardzo lekko i myślę, że jest to świetny tytuł do utulenia nas w wakacyjne wieczory.
