W obecnych czasach ekranizacje na Netflixie czy Amazon Prime potrafią przypomnieć o wydanych wiele lat temu książkach, dzięki czemu zyskują one nowo grono fanów, zaś starzy mogą sobie odświeżyć lubiane lektury za sprawą serialu czy filmu. Na językach jest teraz serial "Off Campus", ekranizacja pierwszego tomu serii o hokeistach z Briar U autorstwa Elle Kennedy, czyli "Układ".
Hannah Wells jest skrycie zakochana w koledze ze studiów, ale ma opory, żeby zagadać i umówić się z nim na randkę. Nie jest mistrzynią flirtu, a jej historia związkowa jest krótka i wręcz traumatyczna. Garrett Graham to kapitan uczelnianej drużyny hokejowej i przyszłość tego sportu. Chłopak ma jednak pecha i czeka go poprawka zaliczenia z etyki, zaś Hannah zdała egzamin na piątkę. Garrett nie idzie w życiu na skróty, dlatego chce samodzielnie zdać przedmiot, potrzebuje więc korepetycji. W zamian za naukę proponuje Hannah, że pomoże jej przykuć uwagę studenta, z którym dziewczyna chce się umówić. Ten układ, jak można się spodziewać, okaże się najbardziej zaskakującą rzeczą w ich życiu…
"Układ" Elle Kennedy został wydany w 2015 roku i to czuć. Widać te popularne na tamte lata motywy w new adult, ten język i zachowania bohaterów. Momentami chciało się przewrócić oczami, ale nie ze złości czy irytacji, tylko raczej rozbawienia lub lekkiego zażenowania. Zwłaszcza na widok określenia seksować dostawało się ciarek cringe’u, ale na szczęście było tego niewiele, a sama historia bardzo mi się podobała. Przez to, że jest ona dość stara, to spodziewałam się wielu znanych i oklepanych rozwiązań, a miło się zaskoczyłam. Kłótnia z chłopakiem nie musi skończyć się strzeleniem focha i cichymi dniami, jak to czasami w literaturze bywało, a męski bohater może zakochać się wcześniej niż dziewczyna i starać się nią zaopiekować, a nie tylko dobrać do jej majtek.
W erze popularności historii z hokejem, dobrze się złożyło, że "Układ" powrócił jako serial. Jestem już po pierwszym odcinku, ale bardzo mnie zaciekawił widocznymi już na wstępie zmianami w fabule. Uważam, że to na plus; pierwotna historia wymagała odświeżenia i przedstawienia kilku wątków czy relacji między postaciami w nieco innym świetle, niż zrobiła to Elle Kennedy ponad dziesięć lat temu. Nie mogę się doczekać, aż obejrzę całość!
Sam "Układ" jako książka była naprawdę wciągający, uroczy, pikantny, a jednocześnie zabawny i ciepły. Bardzo polubiłam Garreta, Deana, Logana i Tucka, jak to zwykle bywa z członkami drużyn hokejowych – dziwnym przypadkiem autorki takich serii mają naprawdę dar do stworzenia takich bohaterów, że uwielbia się całą ekipę, a nie tylko głównego bohatera. Hannah i Allie również skradły moje serce, natomiast myślę, że tak jak wszyscy, nie polubiłam się z Cassem i Mary Jane.]
Dla osób, które dopiero zaczynają z książkami z wątkiem hokeja, "Układ" jako taki klasyk w tym gatunku to obowiązkowa pozycja, zwłaszcza jeśli obejrzeliście serial. Natomiast jeśli tak jak ja, macie już na koncie kilkanaście tytułów z tym motywem, "Układ" może wypaść trochę blado np. na tle "Icebreaker". Mimo to i tak bardzo polecam, ponieważ można się na nim i pozytywnie zaskoczyć, i dobrze bawić
