Szwy. Wacław Holewiński. Zysk i S-ka 2013
Mam duży problem z tą książką. W trakcie czyatania zastanawiałam się co o niej napisać i jakie wzbudza we mnie emocje i szczerze mówiąć, po jej przeczytaniu nadal tego nie wiem. Bardzo dużo czasu zajęło mi zabranie się do jej czytania. Sam temat niezmiernie mnie ciekawił, choć przyznam, że niewiele wiem na temat realiów życia w Polsce przed 1989. I przyznaję, że przez to książkę czytało mi się na początku nieco mozolnie. Dłużyły mi sie pierwsze strony. Właściwie pierwszych 200 stron... Obwiniam za to samą siebie, bo nie umiałam znaleźć na tyle czasu by zasiąść do lektury na dłużej i czytałam ją skrawkami, być może to przyczyniło się do tego iż książka mnie nie pochłonęła. Jendak mniej więcej w połowie, rozwój zdarzeń nabiera rozpędu. Zaczynają się dziać konkretne rzeczy, a całość nabiera nieco kryminalnego wydźwięku.
Bardzo ciężko mi ocenić Szwy, ponieważ elementy, które na początku mnie drażniły i przeszkadzały na końcu okazały się potrzebne i wyjaśnione. Mam tu przede wszystkim na myśli fakt, że autor w tej książce opisuje proces jej tworzenia. Co samo w sobie jest dość ciekawe, ale odwraca uwagę czytelnika od sprawy dla Szwów najważniejszej.
Wacław Holewiński dokonuje tez ciekawego zabiegu, przeplatając sprawę poważną i smutną (śmierć Miteński i brak kary dla morderców) z opisami życia erotycznego i prywatnego głównego bohatera. Z początku bardzo mnie to drażniło, wybijało z rytmu i zastanawiałam się po co mi nagle opis wspólnej kąpieli dwóch kochanków, gdy wcześniej i póżniej czytam o zbrodni. Jendak przyzwyczaiłam się i potem pomagało mi to "odetchnąć" na moment. Porównałabym to do sinusoidy: raz historia opisywana wymaga skupienia i uwagi by za chwilę przejść w spokojną powieść obyczajową, za chwilę - z powrotem w thriller. W książce pojawia się dość dużo nazwisk, polityki i odwołań do wydarzeń, o których nic nie wiem. To dawało poczucie, że nie jestem w stanie do końca zrozumieć tego, nad czym autor (tak, jak główny bohater) pracował. Z drugiej jednak strony,uzmysławiało w jak zawiłym i pogmatwanym świecie koneksji i konspiracji żyli moi rodzice (urodziłam w się w '89).
Myślę, że książka jest skierowana do ludzi trochę starszych i podejrzewam, że tacy czytelnicy uznają ją za świetną. Czasem, przyznam to z lekkim wstydem, myślałam sobie: "właściwie po co odgrzebywać coś co już zostało dawno zakopane, precież mamy wystraczająco dużo problemów z teraźniejszością", jednak rozumiem, że dla niektórych, wyjaśnienie wczesniejszych wydarzeń (oraz ukaranie odpowiednich osób) jest lub byłoby niezmiernie ważne. Myślę, że pokolenie "dzisiejszej młodzieży" martwi się o pracę, o życie, o siebie głównie i spycha na sam konieć walkę o dobro ogółu. Poza tym chyba zmęczyliśmy się smrodem politycznym, tupolewem i śliskim kocykiem, aby na nowo odgrzebywać i karmić się kolejną "aferą' i to taką, która zdarzyła się w czasach słabo nam znanych. Nie chciałabym wyjśc na ignorantkę ale nie umiem stwierdzić, która postawa byłaby teraz najlepsza. Wolę się nad tym nie zastanawiać – tak jak rówieśnicy: martwie się o pracę, o życie i o siebie głównie. Nie mogę jednak powiedzieć, że Szwy są złe, nieciekawe, nudne. Bo nie są. I ciesze się, że dokończyłam czytanie, bo dzięki końcówce książka pozostawi we mnie pozytywne odczucie.
Jedno natomiast chciałabym napisać caps lockiem: TYTUŁ JEST IDEALNY. Jest metaforyczny i dosłowny jednocześnie. Genialny.
Nie uważa pan, że to już za późno, że czas rozliczeń powinniśmy mieć za sobą? - To ostatnie rytualne pytanie słyszałem przy każdym wywiadzie. - Dla mnie, i nie tylko dla mnie, nigdy nie będzie za późno. Nie wiem, jak mam to wytłumaczyć, ale, wie pan, czasami mam wrażenie, że nic nie jest już święte. Nawet ludzkie życie gotowi jesteśmy oddać za cenę, mówiąc obrazowo, grillowania. Ja wiem, że dla większości z nas ważne są kłopoty życia codziennego, lecz czasami warto się też pochylić nad tymi, którzy zapłacili cenę najwyższą.
