Izabela Meyza to autorka, której w ogóle nie znałam. Jej Szarlatanka zrobiła jednak na mnie na tyle dobre wrażenie, że z ciekawością sięgnę po jej kolejne książki.
Fabuła powieści dzieje się we wsi o nazwie Przypadka (co oczywiście nie jest przypadkowe), ale nie wiemy dokładnie gdzie się znajduje, ani który mamy rok. Wiemy, że jedna z głównych bohaterek pojawiła się w Przypadce dwie dekady po wojnie, jednak ani razu nie pada w książce konkretna data. Podobnie z lokalizacją – wieś leży dość blisko miasta wojewódzkiego, ale co to za miasto i jakie to województwo? Ta anonimowość jest siłą książki i nie chodzi tu jedynie o to, że dzięki temu, że nie znamy żadnych konkretów, całość zyskuje uniwersalny wymiar. Przypadka jest bowiem na tyle fascynującym miejscem, że w pewnym momencie zupełnie przestaje nas interesować, gdzie się znajduje. Jest to wieś, w której dużo się mówi, nie mówiąc właściwie nic – plotki i rozmowy o niczym pozwalają nie rozmawiać o niczym ważnym i zamiatać problemy pod dywan. Jeśli o czymś nie mówimy, to znaczy, że o tym nie myślimy, czyli że to się nie wydarzyło, prawda?
Akcja rozpoczyna się w momencie, gdy jedna z głównych bohaterek imieniem Agata, tytułowa szarlatanka, znika. Nikt nie wie, gdzie się podziała, ludzie nie rozumieją, dlaczego opuściła swój dom i zaczynają spekulować, co się mogło stać. A że Agata leczyła całą wieś, mieszkańcy są tym bardziej zaniepokojeni. I tu Meyza stawia jedno z pytań, jakich wiele w tej książce – czy ludzie zamieszkujący Przypadkę szukają Agaty, bo są wobec niej lojalni, bo zaginęła „swoja”, czy bardziej chodzi o to, że jej strata odbija się na nich bezpośrednio, bo tracą kogoś, kto potrafił uśmierzyć ich fizyczny ból?
Najbardziej zaginięciem kobiety przejmuje się jej długoletnia przyjaciółka Lusia, która jest zdeterminowana, by Agatę odnaleźć. Serdeczna, ciepła i gościnna Lusia. Jednak im dalej w fabułę, tym bardziej oczywiste staje się, że ona również ukrywa pewne tajemnice. Meyza świetnie prowadzi narrację i rozwija przed czytelnikiem historię przyjaźni pomiędzymi tymi dwiema kobietami. Agata i Lusia, choć z pozoru bardzo sobie bliskie, łączą nie tylko przyjemne wspomnienia, a Izabela Meyza doskonale rozgrywa dynamikę między tą dwójką i buduje napięcie.
Zaginięcie Agaty staje się przyczynkiem do tego, by zacząć wspomniać i robić rachunki sumienia co, jak wspomniałam, nie zdarza się w Przypadce często. Na jaw wychodzą prawdziwe motywacje, dawne spory, wstydliwe zachowania i błędne decyzje. Szarlatanka okazuje się być opowieścią, która opisuje, co naprawdę oznacza dusić się przez wiele lat we własnym sosie i że, choć to truizm, prawda zawsze wychodzi na jaw.
Jednak Szarlatanka to nie tylko bardzo dobrze skonstruowana powieść obyczajowa. To również historia na wskroś feministyczna, opowiadająca o sile, determinacji i absolutnej wspaniałości kobiet, które potrafią się wspierać i sobie pomagać, gdy tylko życie tego wymaga. Szarlatanka pokazuje też inne aspekty kobiecości – że czasami trzeba coś przemilczeć, że niekiedy ta gra pozorów tak bardzo pochłania i wyczerpuje, że gubimy swoją tożsamość, bo rola, którą gramy (nie zawsze w zgodzie ze sobą) staje się naszą nową twarzą. Pokazuje, jak oczekiwania względem kobiet sprawiają, że stają się one niedoceniane w społeczności, choć większość z nich pracuje co najmniej tak dużo i tak długo jak mężczyźni.
Szarlatanka to bardzo ciekawa, świetnie napisana wielowarstwowa powieść o historii, przynależności, rozliczaniu się z przeszłością i tym, co napędza małe, zamknięte społeczności. Fascynująca rzecz, polecam.

