To już jest moje kolejne spotkanie z autorką i jej książkami o tematyce dubajskiej. Bardzo lubię twórczość Kingi Jesman, ponieważ pozwala mi oderwać się od codzienności i przyjemnie spędzić czas, bez większego zaangażowania w fabułę. Dlaczego? Ponieważ są to historie, które płyną, historie często zasłyszane, które dla nas wciąż są czymś, z czym nie potrafimy się zmierzyć. Wyzwolona Polka nigdy nie będzie w stanie zrozumieć kobiet uciemiężonych, które nie mogą decydować o własnym losie. I o tym także traktuje książka "Stewardesa. Ból w jej sercu".
Mina – młoda Iranka, od kilku lat mieszka w Dubaju. Życie traktuje jako przygodę i podąża za marzeniami, czerpie garściami z codzienności. Jest piękna, dyskretna, dlatego jest jedną z najlepszych stewardess dubajskich linii lotniczych. Nikt nie wie co skrywa jej serce, które jest bardzo poranione przeszłością. Wybrany przez ojca starszy mąż, utrata dziecka, wreszcie próba jej zabicia, to wszystko tylko wzmocniło młodą kobietę. W obliczu tragedii lotniczej otwiera swoje serce i całą siebie na drugą osobę – mężczyznę, który również jest poraniony przez losy kraju, w jakim musiał się wychować. Dwoje tak różnych ludzi znajduje wreszcie samych siebie i próbują uleczyć swoje rany.
Historia jest dość trudna, ale warto ją poznać. Skłania bowiem do refleksji i do takiego wewnętrznego dziękczynienia za to, co mamy i gdzie żyjemy. Zwłaszcza my, kobiety. Przeczytałam już wiele książek na ten temat, jednak dalej nie mogę uwierzyć, że takie sytuacje zdarzają się. W niektórych zakątkach świata kobiety są przedmiotem i traktowane są jak produkt na targu. Jest to niezwykle uwłaczające.
Mam jednak bardzo wiele zastrzeżeń do prowadzenia fabuły. Poprzednie książki Kingi Jesman czytało się z większym napięciem, oczekiwaniem, tutaj niejako tego zabrakło. Wszystko toczyło się takim bardzo przykładnym, ale jednak schematem. Myślę, że czegoś zabrakło. Historia świetna, ale fabuła się rozjechała, wyszedł melodramat, a chyba nie o to chodziło.
