Słowa są jak opowieści (...). Zmieniają się, gdy przechodzą z ust do ust. Ich znaczenia rozciągają się albo kurczą, by dopasować się do tego, co trzeba powiedzieć. Słownik nie może uchwycić każdej odmiany, zwłaszcza że tak wiele nigdy nie zostało zapisanych...
Esme, główna bohaterka powieści "Słownik pojęć utraconych" Pip Williams, zbiera słowa, które wypadają z oficjalnego katalogu słownika języka angielskiego, który powstaje w Skryptorium pod redakcją doktora Murraya. Ojciec Esme, próbujący być jej i matką, nieodżałowaną Lily, także pracuje ze słowami i pozwala córce dorastać w ich otoczeniu. A świat zaczyna zbliżać się nie tylko ku wojnie, ale i do uznania miejsca kobiet, które tak długo było im odmawiane. Słowa kobiecego świata zaczynają wypełniać karty Słownika pojęć utraconych, który tworzy Esme, czując bunt przeciwko tłumaczeniu świata jedynie przez mężczyzn. Choć główna bohaterka jest postacią fikcyjną, powieść oparta jest na prawdziwych wydarzeniach i przybliża walkę o prawa o kobiet oraz kulisy powstawania kanonu językowego. Rodzi pytania, na które warto szukać odpowiedzi: Kto decyduje o tym, jakimi słowami się posługujemy? Jak powstają ich definicje? Jakie słowa są ważne, a którym odmawia się istotności i dlaczego? Powieść dotyka też bólu straty i rozważań na temat tego, czy pozbawia ona części nas samych. Kiedy Esme mierzy się ze swoją, mówi, iż: była we mnie jakaś wyrwa. Nie wierzyłam, że kiedykolwiek się zaleczy. Przypomniało mi się, że kiedy pani Lloyd została po raz pierwszy na herbacie, Lizzie zaczęła ją przepraszać za wyszczerbioną filiżankę. Z wyszczerbionej też można wypić herbatę - odparła wówczas pani Lloyd.
Świat bohaterów, których poranione serca są naczyniami potrafiącymi nadal napoić, wypełniają słowa, listy, książki i znaczenia. Klimat oksfordzkich bibliotek i kolejne miesiące i lata w Skryptorium pozwalają nam obserwować zmiany nie tylko postaci, ale i społeczeństwa. Powieść czyta się z przyjemnością i ciekawością, choć pod koniec traci trochę rytm i czułam pewne znużenie. Ale być może była to empatyczna reakcja na trudy, których doświadczali bohaterowie. Tak chciałoby się pozwolić im odpocząć w czasach, których nie doczekali, a o które tak bardzo zabiegali.
