W listopadzie zeszłego roku miała miejsce premiera "Słowiańskiego przewodnika po świętowaniu" Anny Stasiak. Autorkę-etnografkę możecie kojarzyć głównie z mediów społecznościowych (m.in. z IG: @slowianski.przewodnik), gdzie udostępnia materiały o szerokopojętym folklorze i wierzeniach Słowian. Prowadzi jedno z tych kont, które w przystępny sposób zapoznają odbiorców ze wspomnianą tematyką.
"Słowiański przewodnik" to naprawdę obszerne kompendium wiedzy o dawnych (nadal niekiedy obecnych) zwyczajach i świętach Słowian. Książka podzielona jest na cztery główne rozdziały – Jesień, Wiosnę, Lato i Zimę, a każdy z nich poświęcony jest obrzędom, które odbywały się w danej porze roku. Podział ten nie służy jedynie uporządkowaniu informacji, ma również wymiar symboliczny - w końcu życie Słowian, którego filarami była uprawa ziemi i hodowla, opierało się na cykliczności.
Jesień zaprosi nas na obrzędy Dziadów i Andrzejek. Zima natomiast wyjaśni na czym polegały Szczodre Gody i Zapusty. Wiosna zapozna czytelników z Jarymi Godami i Zielonymi Świątkami, a Lato z Nocą Kupały. Warto jednak wziąć pod uwagę słowa autorki, która podkreśla, iż kultura Słowian (jeszcze sprzed przyjęcia chrześcijaństwa przez Mieszka i przed chrystianizacją, czyli do ok. X wieku) była przekazywana wyłącznie ustnie. Nie ma więc pisemnych źródeł opisujących (lub chociażby potwierdzających współczesne domysły na temat słowiańskich wierzeń) obyczaje Słowian. Istnieją natomiast inne badania, głównie z dziedzin językoznawstwa, archeologii czy też etnografii. Wszelkie (niewspółczesne) opisy dotyczące kultury i tradycji Słowian pisane były (najprawdopodobniej) z perspektywy kościoła katolickiego, lub też ich autorami są kronikarze – należy więc brać pod uwagę to, że nie są obiektywne (bowiem kościół musiał mieć przecież jakiegoś „wroga”). Autorka wyjaśnia we wstępie swój wybór oraz perspektywę badawczą i zaznacza, iż specjalnie rezygnuje z operowania typowo naukowym nazewnictwem, na rzecz klarownego przekazu.
Przyszedł czas na moją opinię (co w recenzji raczej dość kluczowe). Zacznę może od języka, ponieważ zwrócił on moją uwagę już od samego początku lektury. Uważam, że jest bardzo przyjemny – ani kanciasty i surowy, ani zawoalowany i niepotrzebnie kwiecisty. Właśnie w sam raz do „przewodnika” (jak to sam tytuł wskazuje). Jeśli chodzi o samą „konstrukcję”, również bardzo przypadła mi do gustu (nie tylko przez wcześniej wspomniany zabieg podkreślający cykliczność) – rozdziały podzielone są na podrozdziały, a te często z kolei na jeszcze mniejsze fragmenty, co zdecydowanie ułatwia znalezienie interesującego nas w danym momencie fragmentu. Nie będę także ukrywać, że taka budowa przyspiesza (choć może pozornie) sam proces czytania i potrafi bardzo pochłonąć („jeszcze jeden” rozdzialik nikomu nie zaszkodził…).
Szczególną uwagę zwróciłam na fragmenty poświęcone kobietom i postaciom, które są utożsamiane z kobiecą aparycją (m.in. Rusałki) – jednym z nich jest podrozdział Czy próg jako pierwszy powinien przekroczyć mężczyzna? (uwaga, tytuł może być mylący). Chodzi tutaj o przekonanie, że w wigilijny poranek to właśnie mężczyzna jako pierwszy powinien przekroczyć próg domu. I oczywiście, tak, to mężczyzna „powinien” to zrobić, ale dlaczego? Ponieważ młody, krzepki mężczyzna utożsamiany był z płodnością (a raczej z jej „rozsiewaniem”), kobieta natomiast ją „przyjmowała”… (następuje głębokie westchnienie). Cóż – jako krytyczka ról płciowych - załamałam się, jako radykalna feministka – również (oczywiście nie poziomem książki, a tym, jak sprawa się [prawdopodobnie] miała [i nadal ma…]). To nie jedyny taki fragment obnażający głębokie zakorzenienie podziałów płciowych. Jestem bardzo ciekawa jak wyglądałaby analiza kultury Słowian właśnie z perspektywy feministycznej!
