Na okładce Skruchy można przeczytać, że „jeszcze nigdy nie czytaliście czegoś takiego”. Otóż, moi drodzy, czytaliście. Coś takiego i coś lepszego. Gdyby dokument wyprodukowany przez Netflix był książką, to byłaby to Skrucha.
W 2016 roku, kiedy cała Wielka Brytania żyła referendum brexitowym, w małej miejscowości Crow-On-Sea szesnastoletnia Joan Wilson została w okrutny sposób zamordowana. Hermetyczna społeczność, wstrząśnięta tą zbrodnią, nie mogła zrozumieć, co się wydarzyło szczególnie, gdy na jaw wyszło, że w morderstwo zamieszane były trzy nastolatki, koleżanki Joan ze szkoły. Skompromitowany dziennikarz, Alec Z. Carelli, postanowił odwiedzić miasteczko, porozmawiać ze wszystkimi osobami, które w jakikolwiek sposób były zaangażowane w to wydarzenie i opisać wszystko w swojej nowej książce.
Brzmi nieźle, ale wyszło fatalnie. Przede wszystkim dlatego, że Eliza Clark chce złapać zdecydowanie za dużo srok za ogon. Trudno określić, czy jej Skrucha miała być fikcyjną opowieścią stylizowaną na true crime, krytyką rosnącej popularności tego gatunku, opowieścią o małym miasteczku, opowieścią o tym, jak fascynacja true crime może prowadzić do zbrodni? I tak dalej. Clark porusza tak wiele wątków w swojej książce, że całość staje się nużąca i nieciekawa. Za dużo jest tam wszystkiego.
W pozytywnych recenzjach można spotkać pewną nutkę nostalgii. Skrucha mocno opiera się na tym, jak wyglądał Internet około 2016 roku, jak wyglądały rozmowy na Tumblr – być może dlatego niektórzy oceniają tę książkę wysoko? Nie da się jednak nie zauważyć, że niezależnie od wspomnień, jakie Tumblr może wywoływać, cytatów z fikcyjnych rozmów jest w tej książce całe strony, tego jest zwyczajnie za dużo.
Całość jest też fatalnie napisana. Nie wiem, czy taki był zamysł Clark, bo chciała oddać to, jak rozmawiają nastolatki, jednocześnie pokazując, że Carelli jest mocno średnim dziennikarzem, czy po prostu przesadziła i nie wyszło. Wywiady, które prowadzi dziennikarz, są tak fatalnie skonstruowane, że to aż dziw. Pytania totalnie z czapy, nie podążanie za konkretnymi wątkami, skupianie się na nic nie znaczących detalach – w pewnym momencie ma się po prostu dość. Dodatkowo, język tej książki jest momentami nie do przejścia. Bo o ile można zrozumieć, że nastolatki często mówią, że coś jest „krindżowe”, to jednak kiedy czytamy, że coś było „wkurzające i awkwardowe”, to się serio odechciewa.
Skrucha to bardzo dziwnie skonstruowana opowieść, przegadana, nierówna. Zapowiadało się nieźle, ale niestety, tym razem nie polecam.
