Zdarza się, że wydany kilka lat temu tytuł przechodzi ponownie epizod popularności za sprawą wznowienia albo ekranizacji. Taka fala uwagi często zachęca autorów do napisania kontynuacji albo pobocznej historii z uniwersum, która niekoniecznie musiała być potrzebna. Podobne odczucia mam po przeczytaniu Rozpadliśmy się E. Lockhart, autorki bestsellera Byliśmy łgarzami.
Matilda Klein nigdy nie poznała swojego ojca i nie sądziła, że kiedyś to nastąpi. Nieoczekiwanie dostaje od niego wiadomość mailową zapraszającą do odwiedzin jego posiadłości na wyspie Hidden Beach. Porzucona przez matkę, zraniona przez byłego chłopaka i bez planów na najbliższe tygodnie przed wyjazdem do college, Matilda wyrusza poznać Kingsleya Cello, słynnego malarza, którego dzieła są wyceniane na kilka milionów dolarów. Na miejscu nie zastaje jednak ojca, ale poznaje mieszkającego tam Meera, swojego przyrodniego brata, June, jego matkę, oraz dwójkę przyjaciół: Brocka, poszukującego siebie aktora, oraz Tatuma. Tatum jako jedyny nie chce, aby Matilda przebywała na wyspie dłużej niż jest to konieczne, natomiast dziewczyna nie zamierza odpuścić poznania swojej rodziny.
Zanim sięgnęłam po Rozpadliśmy się, odświeżyłam sobie Byliśmy łgarzami, których czytałam prawie dziesięć lat temu, oraz przeczytałam po raz pierwszy Rodzinę łgarzy, czyli prequel. Trzeci tom, według noty na samym początku, to poboczna historia z uniwersum Łgarzy, ale nie trzeba znać wcześniejszych tomów. I to jest moim zdaniem błąd – chyba że chcemy odkryć rozwiązanie plot twistu Byliśmy łgarzami, które tak naprawdę robi całą robotę w pierwszej części i przez które połowa czytelników kocha tę historię, a druga jej nie cierpi.
Przeczytawszy w tak krótkim czasie całą serię, zauważam tendencję spadkową pod kątem zaangażowania w fabułę. Autorka urzeka przy pierwszym poznaniu swoim stylem pisania, enigmatycznym, momentami poetyckim, trafiającym do serca. Ale za trzecim razem ten mechanizm już aż tak się nie sprawdza. Dalej jest artystycznie, dalej jest mrocznie, jednak jest to już trochę męczące i nużące.
Sama fabuła Rozpadliśmy się taka właśnie jest. Wydaje mi się, że tę historie można byłoby spokojnie skrócić o sto stron i efekt byłby ten sam. Rozwiązanie głównego wątku – nieobecności Kingsleya – nie jest szokujące i można się było go domyślić, zaś sam finał nie uderzał tak jak w poprzednich częściach. Klimat wyspy Hidden Beach ze swoimi wieżami, basenem i dziwnymi zwyczajami nie zachwycił mnie tak jak autorka opisała wyspę Beechwood, gdzie rozgrywa się akcja we wcześniejszych tomach.
Bohaterowie również wypadają gorzej na tle Łgarzy i ich rodzin. Cadence, Johnny, Mirren i Gat byli charyzmatyczni, wyróżniający się, nieokiełznani, wyrachowani i realistyczni. A Meer, Matilda, Tatum i Brock wypadają przy nich blado; jak elementy czterech różnych układanek, które ktoś próbuje na siłę ułożyć w całość. Są w dodatku odklejeni od rzeczywistości – taki pewnie plan miała autorka na nich, ale ja tego nie lubię, ponieważ o ile w Łgarzy jestem w stanie uwierzyć, że tacy ludzie istnieją, tak ekipa z Hidden Beach jest po prostu nierealna.
W moim odczuciu Rozpadliśmy się nie jest potrzebne ani nic nie dodaje do uniwersum Łgarzy. To właśnie ta historia czerpie ze wcześniejszych tomów, a one bez niej są już i tak kompletne. To tylko jeszcze bardziej nasila moje podejrzenie, że autorka stworzyła tę część za sprawą nowej fali popularności po niedawnej ekranizacji Byliśmy łgarzami na platformie Amazon Prime. Serialu obejrzałam tylko trzy odcinki, ale w pełni oddawał charakter pierwszego tomu i robił to samo, co książka – wciągał w ten świat. Dla osób, które nie znały tej historii, ekranizacja mogła okazać się genialna i zachęcić do przeczytania pierwszego i drugiego tomu. Dlaczego więc nie napisać trzeciego, z powiązaniami z Sinclairami wymyślonymi jak dla mnie na siłę, z bohaterami, o których wcześniej nie słyszeliśmy, ale przykleić na to łatkę „Uniwersum Łgarzy” i na tym nie skorzystać na wielu polach? Tylko autorka mogłaby odpowiedzieć na to pytanie.
Uważam, że Rozpadliśmy się nie musiało wcale powstać. O ile warto sięgnąć po wcześniejsze części, tak czytanie tej tylko zepsuje wrażenie, a zaczynanie od niej to już w ogóle jak dla mnie tragiczny pomysł.
