Żałoba to ciężki motyw. Zostanie zrozumiana przez czytelników lepiej lub gorzej, w zależności od własnych doświadczeń. Starta bliskich dla nikogo nie jest łatwa, a przeżywanie żałoby wraz z fikcyjnym bohaterem pozwala zagłębić się we własne emocje. Przetok Hanny S. Białys to opowieść, w której śmierć i smutek towarzyszą czytelnikom od początku do końca.
Dominika niedawno pochowała ukochaną mamę, która przegrała walkę z rakiem. Próbuje wrócić do normalności, ale wszystko przypomina jej o bolesnej stracie. Nieoczekiwanie poznaje Jakuba, który zamawia u niej tatuaż mehendi. Mężczyzna wzbudza w niej niepokój, choć łączą ich podobne przejścia. Tymczasem Mateusz powraca do Piły po dwóch nieudanych małżeństwach i z długami. Dostaje nietypową propozycję pracy jako kierowca księdza Waldemara Wirtela. Niespodziewanie ksiądz znika, a losy całej trójki splatają się ze sobą w mrocznej historii sprzed lat.
Autorka postanowiła tym razem przedstawić nową historię z perspektywy trzech postaci. Osobiście najlepiej czytało mi się wątek Mateusza i obserwowało jego amatorskie śledztwo w okolicznych miasteczkach. Jakub był mrokiem tej opowieści; mężczyzna opiekował się chorym tatą i codziennie musiał słuchać, jak ukochany ojciec prosi go o skrócenie jego męki. Perspektywa Dominiki była najcięższa do czytania, ale nie dlatego, że była najgorzej napisana, tylko to jej wątek niósł w sobie najwięcej żalu, rozpaczy i bólu. Dominika nie mogła zaakceptować śmierci matki, ciągle prześladowały ją szczęśliwie wspomnienia, wszystko przypominało jej o stracie. Nie była w stanie funkcjonować. Autorka pokazała na niej książkowy schemat przechodzenia żałoby i każdy jego etap.
Właśnie przez tę negatywną energię Dominiki przez pierwszą połowę książki wręcz przebrnęłam, co jest rzadki w przypadku książek Hanny S. Białys. Bardzo lubię jej pióro, historie i bohaterów, ale tutaj ewidentnie ten motyw żałoby był zbyt intensywny, aby przejść nad nim obojętnie. A ja wręcz czułam wyrzuty sumienia, że historia Dominiki momentami mnie drażni, że jej smutek przytłacza, a żałoba męczy. Chciało się nią potrząsnąć, by wreszcie wzięła się w garść.
Sam wątek zbrodni w Przetoku był ciekawy i kiedy akcja zaczynała się zagęszczać, nie mogłam już oderwać się od czytania. Samo jednak rozwiązanie i wątek księdza Wirtela uważam za trochę nierzeczywisty jak na polskie realia. Autorka potrafiła wymyśleć makabryczne zbrodnie, takie jak w pierwszym tomie Bondysa czy w Oćmie, w które potrafiłam uwierzyć, ale tutaj podchodziłam sceptycznie do misji duchownego. Też na minus było to, jak bohaterka poprowadziła wątek Jakuba. Spodziewałam się czegoś innego.
Przetok to zupełnie inna, niż do tej pory, powieść Hanny S. Białys. Dla mnie niestety najsłabsza i wypadająca naprawdę blado przy poprzednich powieściach. To, że do mnie nie trafiła, nie oznacza jednak, że jest to słaba historia czy źle napisana. Znajdzie na pewno grono, w którego gusta trafi i wzruszy niejednego czytelnika, a innych może zaszokuje. Ja poczekam cierpliwie na piaty tom komisarza Bondysa, a za Przetokiem tęsknić nie będę.
