Czy wiecie, że dawno dawno temu, bo w 2008 roku, obejrzałam szwedzką ekranizację tej książki? Dwa lata później Amerykanie nakręcili własną wersję. Wtedy jednak nie wiedziałam jeszcze, że oba filmy są adaptacją literacką.
Dziś, po prawie dwudziestu latach, trzymam w rękach książkę – debiut Johna Ajvide Lindqvista zatytułowany „Pozwól mi wejść”. To opowieść o dwunastoletnim Oskarze: wrażliwym, nieco bojaźliwym chłopcu, prześladowanym przez silniejszych kolegów z klasy. Jego rówieśniczka, blada i zawsze poważna Eli, wychodzi z domu wyłącznie nocą. Spotykają się na podwórku szwedzkiego osiedla, gdzieś na peryferiach miasta. Wraz z pojawieniem się dziewczynki w okolicy zaczynają dziać się przerażające i trudne do wytłumaczenia rzeczy, których wspólnym mianownikiem jest krew. Zamkniętego w sobie Oskara od zawsze fascynują seryjni mordercy; w myślach często staje się jednym z nich – kimś, kogo wszyscy się boją, kto decyduje i ma władzę.
