Najnowsza książka Loreth Anne White to zdecydowanie doskonała propozycja dla ludzi, którzy lubią tak zwane „cold case” – niewyjaśnione sprawy sprzed lat. Trzyma w napięciu, serwuje nieoczekiwane zwroty akcji i pozwala analitycznie zagłębić się w umysły bohaterów. To gratka dla psychologów-amatorów, którzy chcą poznać przede wszystkim motywacje działań postaci oraz wpływ na nich trudnych relacji rodzinnych.
Fabuła skupia się na dwóch wątkach. Pierwszoplanowy to sprawa z czasów obecnych, którą prowadzi agentka Jane Munro, a drugi to sprawa zapomniana sprzed lat. Dzięki niej autorka wplata psychologiczne podłoże przeżywania traumy. Niesamowicie trafnie przedstawia mechanizm ludzkiego umysłu w walce ze wspomnieniami i trudnymi przeżyciami. Nie bardzo rozumiem jednak tak drastyczną zmianę tytułu po tłumaczeniu. Wersja oryginalna „The unquiet bones” dla mnie dużo lepiej pasuje do tej powieści.
Sierżant Munro zostaje skierowana do działu spraw zapomnianych po tym, jak z jej winy poprzednie śledztwo niemal zakończyło się całkowitą porażką. Na dodatek jest w ciąży, a jej mąż, sławny alpinista, zaginął w górach. Munro trafia na sprawę zaginięcia Annalise Jansen po tym, jak pod górską kapliczką zostają znalezione stare szczątki. W tej samej chwili, gdy ujrzą one światło dzienne kilkoro przyjaciół zadrży o swoją mocno skrywaną tajemnicę. Jest to pewna przysięga, którą grono nastolatków kiedyś zawarło między sobą, a skutki tego mogą być dramatyczne
„Pamiętnik mojej siostry” to thriller psychologiczny, który przeplata idealnie przeszłość i teraźniejszość, bada aspekty ludzkiej natury i boleśnie udowadnia, że każda tajemnica kiedyś wyjdzie na jaw.
