Powieści dziejące się tylko przez jeden dzień powinny trzymać w napięciu od pierwszej do ostatniej strony, w rozsądnych dawkach dawkując emocje. "Oddział D" Freidy McFadden taki powinien być, ale czy sprostał wyzwaniu?
Amy jest studentką medycyny, odbywającą właśnie zajęcia z psychiatrii. Kiedy zostaje przydzielona do spędzenia nocnego dyżuru na Oddziale D – szpitalnej jednostce całodobowej opieki psychiatrycznej, od samego początku ma złe przeczucia. Wraz z rozpoczęciem zmiany kobieta nabiera coraz większych podejrzeń, że tej nocy wydarzy się coś złego. Powracają do niej wspomnienia z przeszłości, które skrzętnie ukrywa przed wszystkimi. Z upływem kolejnych godzin Amy nabiera przekonania, że w obrębie tych ściśle strzeżonych murów dzieje się coś strasznego. Gdy pacjenci i personel zaczynają znikać bez śladu, staje się jasne, że wszyscy na oddziale są w śmiertelnym niebezpieczeństwie.
"Oddział D" jest już kolejną z przeczytanych przeze mnie powieści autorstwa Freidy McFadden i chyba do tej pory zostawiła mnie najbardziej zagubioną, ale raczej w negatywnym znaczeniu. Pierwszy raz po skończonej lekturze mam wrażenie, że przeczytałam coś niedopracowanego, napisanego trochę po łebkach i bez zastanowienia. Rozwiązanie, które autorka przedstawiła nam na końcu jest mocno przesadzone i dość nierealistyczne. Nie chcę nic zdradzać, ale po prostu nie wydaje mi się, żeby taki spisek miał rację bytu.
Sam motyw osadzenia akcji w takim oddziale i w takim krótkim czasie – cała fabuła rozgrywa się w przeciągu kilkunastu godzin – miał mocny potencjał, by wbić czytelnika w fotel i zostawić go porządnie wstrząśniętego. A tutaj sporo elementów było dość nijakich. Już bardziej ciekawiła mnie przeszłość Amy, opisywana równolegle do wydarzeń z teraźniejszości. Jej problem z widzeniem rzeczy, których nie ma, był ciekawy i budował to napięcie, którego brakowało w akcji na oddziale. Dorosła już Amy była jednak jedną ze słabszych głównych postaci, które do tej pory wykreowała Freida McFadden.
"Oddział D" nie skradł mojego serca aż tak jak inne powieści autorki, ale może fanom szpitalnych wątków i chorób psychicznych przypadnie bardziej do gustu. Ja dalej będę sięgać po książki Freidy McFadden, ponieważ może jakościowo się od siebie różnią, ale nadal dostarczają mi należytej rozrywki i umilają czas podczas podróży.
