Znałam wcześniej Izabelę Janiszewską z jej serii z Larysą Luboń i Bruno Wilczyńskim, która sprawiła, że jak na szpilkach wyczekiwałam kolejnej książki autorki. Dodatkowo opinie o tej powieści były bardzo pozytywne i stawiały ją bardzo wysoko w rankingu thrillerów psychologicznych.
Fabuła jest zawiła, bardzo wciągająca i zagadkowa. Autorka świetnie wykreowała postacie matki i syna, podjęła próbę wplecenia tajemnicy, którą chłopiec nosi. Jednak była to dość płytka próba i od początku było wiadomo, co dziecko ukrywa. Historia opowiada o życiu Grety i jej syna, którzy starają się ułożyć sobie życie po rozwodzie. Wszystko toczy się bardzo spokojnie dopóki do starego, zaniedbanego domu na końcu ulicy nie wprowadza się para starszych małżonków. Od początku wydają się podejrzani. Niby rozmowy są bardzo miłe, ale jednak coś budzi niepokój. Greta podejmuje się więc prywatnego śledztwa. Do tej pory historia jest ciekawa i bardzo tajemnicza, jednak autorka lekko popłynęła z odwagą głównej bohaterki. Greta podejmuje takie działania, które zakrawają już o absurdy. Robi się to nieco komiczne, bo żaden człowiek o zdrowych zmysłach nie podejmowałby takich decyzji jak Greta. Fabuła przez to robi się naciągana.
Wątek obyczajowy jest wpleciony bardzo dobrze, szczególnie emocjonalna i poruszająca jest relacja matki i syna. Bardzo ważny temat o zaufaniu oraz opiece nad nastolatkiem. Zagadka w książce sama w sobie jest dobrym pomysłem, ale chyba za bardzo przerysowana.
.
