Nie wiem, czy umiem coś o tej książce napisać. Obawiam się, że brakuje mi wrażliwości i oczytania, by w pelni docenić to, czym jest zbiór "Nie mówi się takich rzeczy".
Żeby uniknąć nieporozumienia, chcialabym na wstępie zaznaczyć, że Hannę Krall niezmiennie czyta dobrze. Jest ona, i biorę odpowiedzialność za to, co mówię, mistrzynią slowa. Jej reportaże są zawsze trafne, zawsze w punkt, zawsze wymagające. Natomiast ten zbiór to teksty, które są bardzo krótkie, czasami zajmują tylko dwie niepełne strony, dlatego wymagają ogromnego skupienia. I z tego powodu przyznalam wyżej, że nie jestem pewna, czy mam odpowiednie kompetencje, by w pelni docenić to, co "Nie mówi się takich rzeczy" w sobie zawiera.
Jest to zbiór historii, które mają punkty wspólne. Poza oczywistymi, jak fenomenalne operowanie slowem, tempem i nastrojem, do czego Krall już dawno zdążyła przyzwyczaić swoich czytelników, mamy tu również motyw bezsensownej, niesprawiedliwej śmierci lub prześladowania. Teksty, w większości skonstruowane w taki sposób, że autorka relacjonuje coś osobie (ale czy na pewno?), którą nazywa Ojczenasz, skupiają się na opowiadaniu o tych, którzy często pozostają bezimienni, nieważni i niezauważeni, o których historia, a więc i ludzie, zapomina bardzo prędko. Sam zabieg, by odbiorcę nazwać Ojczenasz jest fenomenalny, ponieważ nadaje to każdemu z tych tekstów format modlitwy. To by z kolei świadczylo o tym, że przynajmniej jedna osoba, Hanna Krall, pamięta o tych, którzy dla innych są przezroczyści.

W przypadku tego zbioru warto też zwrócić uwagę na tytul – "Nie mówi się takich rzeczy" idealnie wkomponowuje się w to, co zawiera w sobie zbiór. Bo czy mówi się o mężczyznach, którzy umierają w puszczy, przy naszej granicy? Już nie. Albo czy wspomina się o niezbyt chwalebnych zachowaniach kogoś, kto w ogólnej świadomości uchodzi za Bohatera? Nie wypada. A wlasnie o tym są te teksty. O osobach i wydarzeniach, o których się nie mówi, o faktach, o których mówić glośno „nie wypada”.
Do tego dochodzą ilustracje Zbigniewa Libery. Co ciekawe, te ilustracje nie korespondują i nie odnoszą się bezpośrednio do tekstów, obok których się znajdują. Jest to inteterujący zabieg, ponieważ dzięki temu, odbiorca musi polegać na swojej wyobraźni i wrażliwości, chcąc je odczytać lub zinterpretować. Podobnie jest z tekstami Krall.
"Nie mówi się takich rzeczy" to świetnie napisany, mądrze ulożony i wydany zbiór trudnych tekstów, które nie są dla każdego. Mimo to, warto się z nim zmierzyć, czytać „na raty”, nieść z sobą i w sobie, żeby w końcu znów móc zacząć mówić „takie rzeczy”.

