Miłości Sinobrodego, Vinko Möderndorfer, Międzymorze
Sinobrody, będący znaną postacią baśni Charles’a Perraulta (wzorowaną zresztą na autentycznej postaci z XV-wiecznej Francji) był bezwzględnym mordercą. Bogatym arystokratą, wabiącym dużo młodsze kobiety, które później poślubiał, a następnie zabijał.
Tytuł Miłości Sinobrodego jaki Vinko Möderndorfer wybrał dla swojej powieści, zawiera więc w sobie sporą dozę symboliczności. Nie jest to jednak ślepe odwzorowanie legendy, a ambitna próba wykreowania współczesnej wersji tej szalenie złożonej postaci. Kim zatem jest Sinobrody XXI wieku? To skończony realista, programista komputerowy który zasady swojej pracy: zawsze są dwie drogi, zawsze „tak i nie”, zawsze „czarne i białe”, zawsze „plus i minus”[…] zawsze są tylko dwie możliwości, dwa wybory, które pociągają następne dwa, przekłada na życie osobiste. Materialista, który woli mieć niż być, ale też skończony hedonista – bo jeśli już być, to tylko po to, by nieustannie korzystać z przyjemności tego świata i to najlepiej na własnych zasadach. I rzeczywiście – ten bezimienny bohater (i znów symbolika – takich Sinobrodych jest wśród nas więcej!), będący zresztą pierwszoosobowym narratorem całej historii (tu mistrzowskie monologi, niekiedy piekielnie ostre i gorzkie a przy tym niebywale celne - naprawdę dające wiele do myślenia) jest niezależny, chodzi wyłącznie własnymi drogami, żyje chwilą. Ty nigdy nie płaczesz – słyszy od jednej z partnerek i jest to najbardziej przejmujący dowód na to, że jest pozbawiony jakichkolwiek głębszych uczuć, wypalony
i pusty w środku. Całą sferę osobistą przeznacza dla młodych, pochodzących z niższych warstw społecznych kobiet, na które kolejno „poluje”, by potem z ich udziałem spełniać swoje najbardziej nietypowe erotyczne fantazje. Syndrom wiecznego zobywcy epatuje z niego już od pierwszych stron książki, a cały proces uwodzenia wygląda zawsze tak samo: […] ona interesuje się tobą w ten sam sposób i jeśli masz szczęście i pośród ludzi nie ma jakichś twoich wrogów, pośród odwiedzających komputerowe zabawy nie ma którejś z twoich byłych, które zostawiłeś, urażonych, odrzuconych, które szepną jej, że za szybko dochodzisz, że śmierdzi ci z ust, że lubisz bić, co prawda po tyłku, ale czasem za mocno, że jesteś egoistą, że rano mówisz „na razie, zadzwonię”, a później nigdy nie dzwonisz; jeśli masz szczęście i takie plotki nie dotrą do jej ucha, to źrenice znów się spotykają, kiedy zbliżasz się, tym razem z kieliszkiem czerwonego i mówisz „widzę, że masz pusty”, a ona się do ciebie uśmiecha i znów patrzy na ciebie przez krótką chwilę, ale głęboko, głębiej, aż do prostaty, i później wszystko naprawdę idzie z łatwością […].
W ten sposób bohater poznaje pięć kobiet: Sidikę, Sabinę, Martę, Sonję i Emirę. Dla każdej zakłada osobliwy zeszyt, w którym prowadzi szczegółowe (i nietypowe) zapiski zwykłej wspólnej codzienności: cytaty, bilety do kina, ścięte włosy, obcięte paznokcie. Wszystkiego przybywa w miarę pogłębiania się znajomości. To właśnie wspomniane Książki Sidiki, Marty, Sonji etc.staną się głównym dowodem
w śledztwie przeciw niemu, gdy okaże się, że wszystkie (prócz Emiry) z kobiet uznane są za zaginione
w niejasnych okolicznościach. Czy Sinobrody naprawdę zabił? Odtąd rozpoczyna się emocjonujący pojedynek nerwów i intelektów pomiędy nim a detektywem prowadzącym sprawę. I wierzcie mi, do samego końca napięcie nie słabnie ani na jotę.
Polecam bardzo gorąco! Jest to książka, która jak mało która potrafi odciągnąć czytelnika od wszelkich innych zajęć i z wypiekami na twarzy zatopić się w historii aż do jej ostatecznego rozwiązania. Nieczęsto chyba zdarza się, by po ostatnim zdaniu mieć namacalny niedosyt, żałować, że to już koniec
i jednocześnie zazdrościć innym, że wszystko to – emocje, niepewność, domysły i czysta przyjemność płynąca z wartkiej i intrygującej narracji, jeszcze przed nimi. Wstyd się przyznać, ale tego właśnie Wam zazdroszczę…
Anna Solak