Romanse, w których miłość i nienawiść między głównymi boahterami grają pierwsze skrzypce, może wciągnąć od pierwszych stron i trzymać w napięciu, a pikantne sceny wywoływać rumieńce. Nie każdy jednak taki romans okazuje się być przyjemnym dla czytelnika doznaniem, a może być wręcz był drogą przez mękę. Takim przykładem jest "Między miłością a nienawiścią" Shain Rose.
Dominic Hardy to genialny architekt z dyplomami prestiżowych uczelni i licznymi nagrodami. Otrzymał niesamowitą szansę: według zapisu w testamencie ma dokończyć pracę i ponownie otworzyć luksusowy ośrodek wypoczynkowy w Los Angeles. Na przeszkodzie staje mu jednak Clara Milton i jej cukiernia, która według woli jej zmarłego ojczyma ma zostać umieszczona w samym centrum kurortu. Dominic stawia temu opór, ponieważ słodka i kolorowa przestrzeń nie pasuje do jego projektu, a Clara nie chce się podporządkować jego wizji. Zamiast dojść do porozumienia, zawierają ze sobą układ, że będą udawać parę przed byłą Dominica, a Clara dostanie wolną rękę, co do zmian w projekcie cukierni. Wszystko powinno się przecież udać, a pomiędzy nimi nic się nie wydarzy…prawda?
To była najgorsza przeczytana przeze mnie książka w tym roku. Naszpikowana toksycznym działaniami Dominica i jego obrzydliwymi, wulgarnymi tekstami w stronę Clary, które zarazem gorszyły, jak i podniecały bohaterkę. Mnie tylko gorszyły, a sceny ich seksu, jego zaborczości, zazdrości i próbowania rządzenia Clarą były po prostu niesmaczne i miałam dość czytania, jak to Dominic porównuje części intymne Clary do deserów, a ją ciągle nazywa swoją, choć tylko udawali parę. Nie widać tutaj z jego strony takiej formy miłości, którą w romansach lubię: czułą, namiętną, bezwarunkową. Dominic wręcz jest obsesyjnie od Clary uzależniony, dyryguje nią, steruje za jej plecami, nie pytając o zdanie i ledwo ma jakieś z tego powodu wyrzuty sumienia, a i tak chodzi nakręcony, kiedy ona się na niego wścieka i nie widzi nic w tym złego. Jego postać nie podobała mi się nie tylko przez zachowanie względem Clary, ale również wobec pracowników w jego ośrodku. Mógł zwolnic, kogo chciał, bo z zainteresowaniem spojrzał na Clarę, nie szanował współpracowników, nie chciał ich poznać, jak sam stwierdził: „miał na nich wyjebane”. Stawał po czyjejś stronie tylko dlatego, bo wiedział, że to przyjaciółka Clary i nic więcej. Był po prostu okropny od pierwszej do ostatniej strony.
Ale Clara nie jest wcale wybitnie lepsza w tym duecie, bo to, jak ta dziewczyna przestaje myśleć głową, a wręcz ją traci, gdy tylko pojawia się Dominic ze swoimi wyuzdanymi planami wobec niej, woła o pomstę do nieba. Potrafiła się na niego wściec o to, że musiała z nim zamieszkać; trzy strony dalej już uprawiała z nim seks. Pijana i rozgniewana pomalowała ścianę w cukierni, pokłóciła się z nim, a po chwili już leżała na blacie z Dominiciem między udami. Poza tym naprawdę nie potrafiła walczyć o swoje, dawała sobą pomiatać i zamiast coś z tym robić, odpuszczała i narzekała. Jej marne momenty walki o swoje były na tyle rzadkie, że nie dało się ich zapamiętać. A wątek z chorobą był szczerze mówiąc od czapy i próbą zrobienia z tego wątku wielkiej tajemnicy: „Na co choruje Clara?”. Jak ktoś ma podstawowe pojęcie o chorobach i medycynie, to jest się w stanie tego domyślić w przeciągu stu stron.
"Między miłością a nienawiścią" to książka, która przypomniała mi, że nie wszyscy potrafią pisać pikantne romanse, bo myślą, że facet z ogromnym przyrodzeniem, boską twarzą i wielkim portfelem wystarczy, aby historia stała się bestsellerem. Ja w tym przypadku jestem zdecydowanie team nienawiść, jeśli chodzi o ten tytuł. Odradzam z całego serca.
