„Listy Floryjskie” to debiutancka powieść fantasy, która od pierwszych stron intryguje swoją niezwykłą formą. Zamiast klasycznej narracji dostajemy historię pisaną w listach. Autorem jest Pieśniarz – więzień czekający na egzekucję, który kieruje swoją historię i przemyślenia do przyjaciela Arsesa. Intymny, epistolarny ton sprawia, że czytelnik niemal natychmiast wchodzi w rolę powiernika, uczestnicząc w rozterkach, emocjach i dylematach moralnych bohatera.
Wykreowany przez autora śwat, czyli królestwo Floreum, wyróżnia się na tle klasycznej fantastyki. Mieszkańcy krainy wywodzą się od kwiatów, a życie splata się nierozerwalnie z naturą, tworząc unikalne tło dla opowieści. Głównych bohaterem opowieści snutej w listach jest Tristus
Primus Decjusz, ostatni potomek rodu Decjuszy, bękart i władca prowincji Convallarii. Forma sprawowania rządów w prowincji, będąca cichym buntem wobec autorytarnej Rady Floreum prowadzi do dramatycznych wydarzeń, w których polityka, władza i etyka nieustannie się przenikają.
To nie tylko opowieść o fikcyjnym królestwie, lecz także unikalna historia o sprzeciwie wobec opresyjnego systemu i cenie, jaką trzeba zapłacić za wierność własnym wartościom.
„Każdy wybór ma swoją cenę. Za niektóre płaci się własną duszą” słowa te wybrzmiewają jak motto całej powieści. Andishman w subtelny sposób pokazuje, że decyzje, które podejmujemy, nigdy nie są wolne od konsekwencji, a często wymagają ofiary większej, niż jesteśmy gotowi ponieść. To właśnie ten moralny ciężar sprawia, że „Listy Floryjskie” zostają z nami na długo po odłożeniu książki. Dodatkowo styl autora jest lekki, a zarazem poetycki, dzięki czemu prosta forma listu nabiera niezwykłej głębi i szczerości. Nie brak jest jednak elementów, które mogą stanowić wyzwanie. Dla mnie osobiście początek powieści był trudny, ciężko było mi się „wkręcić” w książkę. Epistolograficzna forma narracji wymaga cierpliwości i otwartości od samego początku. Natomiast niektóre wątki wydają się być celowo niedokończone, co może wzbudzać niedosyt. Z drugiej strony to właśnie te wszystkie powyższe elementy sprawiają, że całosć wydaje się być bardziej prawdziwa, a bohaterowie
mniej schematyczni.
„Listy Floryjskie” to debiut, ale dojrzały i pełen odwagi, gdzie głównymi zaletami są świeżość pomysłu i emocjonalna głębia. Jest to książka dla tych, którzy w fantastyce szukają czegoś więcej niż przygody – refleksji nad losem, moralnością i ceną jaką płaci się za wolność.

