C Pam Zhang w swojej najnowszej powieści Kraina mleka i miodu snuje mroczną wizję być może niedalekiej już przyszłości. Świat ogarnięty katastrofą ekologiczną pogrąża się w chaosie – smog niemal całkowicie przesłania słońce. Granice państw zostają zamknięte, a żywność staje się towarem deficytowym. W tym dusznym świecie autorka umieszcza postać młodej szefowej kuchni, która trafia do odizolowanej enklawy, tzw. krainy mleka i miodu, znajdującej się na szczycie włoskiej góry. Ta elitarna kolonia, prowadzona przez tajemniczego i wpływowego pryncypała oraz jego córkę Aidę, jest miejscem, gdzie inżynieria genetyczna staje się środkiem do przywrócenia wymarłych gatunków i spróbowania smaków utraconego świata.
W Krainie mleka i miodu C Pam Zhang splata motywy dystopijne z elementami kulinarnymi i refleksją nad naturą człowieczeństwa, tworząc gęstą atmosferę pełną napięcia, zmysłowości i moralnych dylematów. W tle przewijają się także wątki inżynierii genetycznej, manipulacji i kontroli. Jedzenie przestaje być jedynie źródłem przyjemności — staje się nośnikiem wspomnień, nierówności społecznych i władzy. Bohaterka przygotowuje najdziwniejsze potrawy z wymarłych już gatunków roślin i zwierząt, które serwuje inwestorom. Jednocześnie zostaje uwikłana w grę pozorów — by zachować miejsce w tym zamkniętym świecie, musi odgrywać rolę zmarłej żony pryncypała.
Kraina mleka i miodu to książka o tym, co może nadejść — bo przecież katastrofa ekologiczna wcale nie brzmi już jak scenariusz filmu science fiction. Globalna izolacja, zamknięte granice, strach przed brakiem podstawowych zasobów — brzmi znajomo? Tym bardziej po lekturze pozostaje niepokój i pytanie, czy do takiego świata zmierzamy… A może już w nim po części żyjemy?
