Nadmorski pensjonat pośród lasów, warsztaty literackie, które mają obudzić ukryte talenty i… śmierć. Malwina Chojnacka, autorka kilku dobrze przyjętych thrillerów, debiutuje w wydawnictwie Skarpa Warszawska. „Kobieta z morza krwi” jest powieścią sensacyjną, która rozpali emocjami niejeden jesienny wieczór. Krzywdy sprzed lat, pragnienie ukojenia bólu, który trawi nieprzerwanie zasysającą trwogą winy i miłość, której niejedno imię odkryją karty tej powieści. Czy wyjazd do położonego malowniczo pensjonatu stanie się końcem czy początkiem czegoś nowego?
Inez Skowron prowadzi niewielki pensjonat. Uzdolniona artystycznie pisarka jest solą w oku miejscowej społeczności. Na zorganizowane przez nią warsztaty pisarskie przybywa kilkoro gości. W pensjonacie Inez pomaga jej sporo młodsza siostra, Sonia. Dla właścicielki te warsztaty to szansa na to, by utrzymać się na powierzchni – jest w sporych tarapatach finansowych. Niestety, w chwili, gdy goście przybywają na miejsce, okolicę obiega wstrząsająca wiadomość – miejscowy funkcjonariusz służby więziennej morduje żonę i nowo narodzone dziecko, a następnie umyka policyjnej obławie. Mężczyzna ukrywa się gdzieś w lasach, a położony z dala od ludzkich siedzib pensjonat artystki przestaje być bezpiecznym azylem. Uwięzieni w lesie, obcy sobie ludzie, rozpoczynają grę o przetrwanie, nie wiedząc o tym, że łączy ich znacznie więcej, niż mogliby przypuszczać… Czy obława na niebezpiecznego zbiega zakończy się sukcesem? Czy dawne krzywdy wypłyną na powierzchnię domagając się pomszczenia? Kilka sierpniowych dni i nocy nad Bałtykiem odmienia życie bohaterów.
Malwina Chojnacka napisała powieść nasączoną emocjami, głębią problematyki i niesztampową. Z jednej strony to sensacja: policyjny pościg za zbiegłym zabójcą, strach i panika, które narastają w okolicy i seria tajemniczych wypadków. Z drugiej „Kobieta z morza krwi” to wielowarstwowa opowieść o traumie i krzywdzie, która osadza się w trzewiach i pali z silą monsunu, mimo upływu lat. Obecne wydarzenia stopniowo przenikają się z wypadkami, które miały miejsce wiele lat temu, a sieć powiązań, intryg i dramatów jest naprawdę duża. Autorka sprawnie tworzy sylwetki bohaterów bardzo złożonych, których motywy i decyzje wydawać się mogą niejasne, dopóki nie odsłonią nam kolejnych kart ze swojej przeszłości. A wejrzenie w tę przeszłość jest jak otwarcie puszki Pandory. Chojnacka ściśle trzyma się konwencji gatunku, ale „Kobieta z morza krwi” łączy w sobie tak wiele wątków, że nieco krzywdzącym jest nazywanie jej powieścią wyłącznie sensacyjną. Akcja galopuje jednak w imponującym tempie, a każda kolejna strona przynosi nowe tajemnice i niedomówienia. Im bardziej wnikamy w tę opowieść, tym bardziej jesteśmy pewni, że oto przed nami książka, która jest umiejętnym miksem gatunkowym, a także powieścią niosącą ze sobą poważne refleksje. Nikt tutaj nie jest tym za kogo się podaje. Nic nie jest oczywiste, a zdarzenia, które stopniowo wypływają z meandrów przeszłości, coraz mocniej gmatwają intrygę.
Złożoność psychologiczna postaci sprawia, że czytamy tę książkę z rosnącym zaangażowaniem. Budzi się w nas instynkt łowcy. Chcemy poznać prawdę, wydrapać ją, zanurzyć się w niej. Jednak czy to, co jest prawdą, nie okaże się dla nas za ciężkie? Czy to, co odkryjemy pod wierzchnią warstwą, nie naznaczy nas? Malwina Chojnacka nie stroni od trudnych tematów. Zgrabnie wplata je w losy swych bohaterów sprawiając, że stają się oni autentyczni. Możemy poczuć ich cierpienie, to, jak pragną zakończyć traumę i wyjść na prostą. Przeszłość jest jak czerń głębokiej wody – omamia, zasysa, odbiera tlen. Czy można zostawić za sobą ból? Skompresować go i ujarzmić? Malwina Chojnacka zmusza nas do uwagi. Każe bacznie przyglądać się wykreowanym przez siebie bohaterom i dzielić ich ból. By spróbować zrozumieć to, jak młodzieńcze wybory, wypadki i krzywdy, stopniowo rosną w nas jak złe ziarno. I bywa także i tak, że sądzimy, że unieść możemy każdy ciężar, a tak naprawdę wszystkie rany znaczą nas bliznami…
Pisząc o współczesnych polskich powieściach, rzadko mogę pozwolić sobie na to, by z pełnym przekonaniem pokusić się o stwierdzenie, że dany autor czy autorka ma własny styl. Charakterystyczny, indywidualny i wyróżniający się. A to właśnie cechuje Chojnacką. „Kobieta z morza krwi” jest pierwszą książką pisarki, którą czytałam, ale na pewno będę chciała sięgnąć po inne. Bardzo dobra konstrukcja stylistyczna, ładna polszczyzna i pazur kryjący się w celności spostrzeżeń. Powieść napisana z charakterem, wyróżniająca się i zapadająca w pamięć. Autorka konsekwentnie prowadzi nas przez sieć intryg, otwiera przed nami coraz to nowe szafy, z których wypadają stare trupy i wiedzie w nieznane. A wszystko to po to, byśmy dochodząc do finału tej historii, mogli poczuć satysfakcję, że oto przeżyliśmy naprawdę mroczną przygodę. I długo jeszcze pozostaniemy w jej sidłach. Doskonale skonstruowana fabuła, przejmujące historie bohaterów i tematyka, która sprawia, że zapamiętujemy tę opowieść.
Lubię, gdy nikt mnie nie oszukuje. Lubię, gdy autorzy doceniają mój intelekt i szanują mnie jako czytelnika, a to właśnie robi Malwina Chojnacka. W swojej książce nie stawia na proste rozwiązania, nie upiększa rzeczywistości, by zbudować zgrabny zwrot, nie lawiruje między tym co łatwe i chwytliwe. „Kobieta z morza krwi” to solidnie skomponowana, mocna i zaskakująca powieść, która niesie ze sobą znacznie więcej niż sensacyjną treść. Autorka przedstawia historię, która mogłaby mieć miejsce w rzeczywistości i pewnie podobnie wyglądałyby jej konsekwencje. Historia krzywdy, cierpienia i pragnienia odzyskania swojej godności. Historia o tym, jak wiele można wybaczyć. Zaklęta w nadmorskiej scenerii. Pięknej, ale i zabójczej. W klimacie, który dla jednych wyda się romantyczny, a dla innych surowy i zimny. Malwina Chojnacka buduje opowieść, która dotyka nas chłodem, osacza i sprawia, że zmieniamy perspektywę. To nie będzie przyjemna historia na dobranoc. Dla wszystkich ceniących powieści z drugim dnem, głębokie i przejmujące.
