Zawsze, kiedy sięgam po powieści Rodziewiczówny, w pierwszej kolejności zastanawiam się nad tytułem, ponieważ mówi on bardzo wiele i zazwyczaj jest bardzo symboliczny. Jerychonka to skrót od róży jerychońskiej, rośliny, która ma szybki proces regeneracji, wystarczy kropla wody by znów odżyła i później uschła. Spodziewałam się zatem powieści pokrzepiającej o tym, że nie należy się poddawać i że czasem wystarczy kropla, aby odmienić życie czy los.
"Jerychonka" opowiada o Magdzie Domontównie, malarce, która po studiach w Paryżu i Włoszech wraca do Krakowa. W tym samym czasie w mieście pojawia się Filip – również malarz, dawniejszy przyjaciel Magdy, który jest zakochany w zamężnej baronowej. Oczywiście chłopak jest nią oczarowany i jest w stanie zrobić dla niej wszystko, a ona wykorzystuje go do swoich celów. Magda, jako dobra przyjaciółka, nakłania Filipa do tworzenia sztuki i jest pewna, że w ten sposób uda jej się przekonać go do zmiany postępowania i uchronić od kiepskich decyzji życiowych. Oczywiście wszystko opiera się na głębokim uczuciu miłości? Czy Filip zobaczy to również i poczuje coś więcej do Magdy?
Powieść Rodziewiczówny jest krótka więc można ją przeczytać nawet w jeden dzień. Fabuła jest dość prosta i opiera się na miłości, tej czystej, ale przez to jak pięknej. Autorka udowadnia, że nie trzeba wulgaryzmów i erotyzmu, żeby o niej pisać. Dodatkowo piękno potęguje język, który w wydaniu Rodziewiczówny jest niezwykły. Brakuje nam współcześnie takich książek. Atutem jest też wykorzystanie sztuki jako jednego z bohaterów. Bardzo mnie to urzekło i jeszcze bardziej przybliżyło do pisarstwa autorki. To kolejna pozycja Rodziewiczówny, która mi się podoba i z pewnością nie poprzestanę na niej. Bardzo polecam tym, którzy szukają literatury na wysokim poziomie, która urzekła ogromną liczbę czytelników.
