„Istoty zależne” Anny Cieplak to książka, która początkowo nie pozwalała mi zdecydować, czym właściwie jest i czy chcę się tego dowiedzieć. Przez kilkadziesiąt stron zastanawiałam się, czy czytam reportaż, czy powieść. Jednak dzięki temu historia wydaje się tak bliska życia, bo jest nieuporządkowana i pełna niedopowiedzeń. Zmiana form narracji i wplatanie elementów onirycznego dramatu pozwala przyglądać się historii z różnych perspektyw.
Jak sam tytuł podpowiada, jest to opowieść o zależnościach. Rodzinnych, społecznych, ekonomicznych, ale i tym, jak bardzo połączenie jesteśmy z przyrodą. Autorka pokazuje, że nawet, kiedy próbujemy być niezależni, nasze życie nieustannie splata się z życiem innych ludzi, grup interesów i ekosystemów. Bardzo poruszył mnie wątek patchworkowej rodziny i pytanie, czy można być „byłą macochą”. Przecież więź z dzieckiem nie kończy się razem ze związkiem dorosłych, którzy przestają być razem. A jednak w pachworkowych rodzinach często dochodzi właśnie do wykazania kogoś, kto przez jakiś czas, czasami liczony w latach, był w codzienności dziecka. Uczuć nie da się jednak unieważnić dlatego, że ktoś się wyprowadził, przestał być partnerem rodzica. Nie da się też wyrwać z serca dziecka, które usypiało się, karmiło, przytulało... Z którym oglądało się świetliki.
