Otoczona jestem wsparciem kobiet, bliższych i dalszych. Jednak nie zawsze tak było. Sama staram się także wspierająca być, doceniając to, co dostaję. Jednak jest też świat internetowych postów i komentarzy, w którym widzę, jak trudno nam nie oceniać i być w jednej drużynie. "Girl on girl. Jak popkultura zwróciła kobiety przeciw sobie" Sophie Gilbert analizuje, dlaczego kobiety potrafią być okrutne wobec innych kobiet (i wobec siebie samych) w przestrzeni publicznej i tak po prostu, na co dzień.
Autorka urodziła się w tym samym roku, co ja, więc to, o czym pisze, jest odciśnięte na linii czasu mojego życia. A jednak, mimo iż wpływało na mnie medialnym przekazem, większość książek, seriali i filmów, o których jest w niej mowa, jest dla mnie nieznanych. Co nie oznacza, że nie ukształtowały rzeczywistości, w której dorastałam i żyję, i samej mnie.
Kultura popularna to nie jest niewinna siła; nie przechodzimy przez okres dojrzewania - oglądając filmy, czytając historie, słuchając żartów i dialogów - wposażeni w niewidzialną tarczę, która odrzuca złe pomysły. Strasznie dużo z tego, co wiemy, czerpiemy z opowieści, z którymi się spotykamy.
Ja dodałabym, iż żyjemy często nieświadomi narracji i ich pochodzenia, po prostu z dnia na dzień prześlizgując się przez codzienność, nie zadajemy sobie trudu poznania źródeł tego, co i jak myślimy. Dla mnie ta książka jest ogromnym przebudzeniem i wezwaniem do tego, by mieć uszy i oczy szerzej otwarte. Rozległość i głębokość analizy książki jest zdumiewająca i nadająca kontekst wielu, nie do końca rozumianym przeze mnie dotąd trendom i zachowaniom. Zauważam, że mój bunt przeciwko uprzedmiotawianiu kobiet i mnie samej jako jednej z nich, był zbyt powierzchowny. Najnowsza historia technologii jest zapisana na ciałach kobiet. To my jesteśmy towarem, jego reklamą i konsumentem. Błędne koło, w które wpadamy, gdy próbujemy wyjść poza widzenie siebie oczami mężczyzn, którzy przecież nadal mają decydujące zdanie w wielu obszarach życia publicznego. Jednak droga ku niezależności nie wiedzie wspólnym traktem, a staje się kolejnym wyścigiem o pozycję, w której nasza atrakcyjność fizyczna nadal pozostaje kluczowym źródłem tożsamości, władzy i przyjemności.
Gorzkie spojrzenie na postfeminizm, trudne rozdziały o nadużyciach seksualnych i horror porn, polityczne porażki kobiet, które spróbowały dostać się do świata władzy – książka ta nie jest na pewno głaskaniem po głowie. Ale jest w niej nadzieja i siła sztuki i autentyczności, rozumianej nie jako wiwisekcyjne tracenie granic w kontakcie z odbiorcą, ale szukanie i testowanie nowego języka mówiącego o rzeczywistości, w której kobieta po prostu jest – w swojej godności, skuteczności i wrażliwości. Publikację tę, niesamowitą i odważną, autorka kończy z wiarą w możliwość kształtowania tego, co nas otacza, inaczej niż przez opisane w niej czterdzieści lat.
Dostępne nam wzorce narracyjne zawsze nas w jakiś sposób ograniczały jednak głęboko wierzę - i mam taką nadzieję - że sztuka potrafi czasem wywrócić do góry nogami wszystkie nasze dotychczasowe przekonania. Innymi słowy pozwala nam oduczyć się starych schematów myślenia, a takiej rewolucji towarzyszy prawdziwa moc, konieczność zmian i szansa na zupełnie nowe historie...
