Komiksową serię przygód dwóch sióstr tancerek – Emmy i Wioletty pokochało moje serduszko czytelnicze i estetyczne. Uwielbiałam piękne rysunki, oddające magię ruchów tanecznych, zarówno tych baletowych, jak i współczesnego hip-hopu. Dodatkowo bardzo stonowana, pastelowa kolorystyka nadawała spokojnego, relaksacyjnego charakteru opowieści. Historia dwóch sióstr, które tak jak matka kochają taniec, muzykę, ale podążają własną ścieżką urzekła mnie już od pierwszego obrazka. Jednak siódmy zeszyt jest już chyba czasem, żeby przerwać tę miłość i skończyć w tym miejscu. Niedosyt zawsze pozostanie, natomiast nadmiar już może zaszkodzić.
W najnowszym zeszycie zatytułowanym Romeo i Julia siostry nadal tańczą. Wioletta staje się coraz lepszą tancerką Opery Paryskiej, natomiast starsza, Emma, po wielu różnych zawirowaniach ćwiczy do turnieju hip-hopowego. Jednak w tej części skupiamy się przede wszystkim na życiu uczuciowym dziewcząt. Przykład Wioletty pokazuje, że miłość do chłopca może stać się przeszkodą do kariery (?). Natomiast kochliwa Emma nagle zaczyna spoglądać w stronę dziewcząt (?). Powiem szczerze, że nie podoba mi się ten wątek kompletnie. Strona uczuciowa bohaterek nie wychodzi chyba scenarzyście. Emma jest strasznie rozchwiana emocjonalnie, mam wrażenie, że gubię się już w jej miłostkach. Pewnie powiecie, że nastolatki tak mają. Oczywiście, że tak. Obcuję z nimi codziennie. Jednak coś mi tu nie pasuje. Kompletnie tych zawirowań nie czuję bo czasem przytłaczają i zaczynam się martwić, że po każdym zawodzie miłosnym, Emma się kompletnie załamie i zatraci w tańcu samą siebie.
Z kolei przykład Wioletty pokazuje, że miłość i zauroczenie mogą nam w czymś przeszkodzić, np. w karierze. Może w przyszłości autor pokaże swoim czytelnikom, że można wszystko pogodzić ze sobą i czuć wewnętrzny spokój. O Wiolettę też się boję, że nigdy nie zacznie prawdziwie żyć i taniec z pasji stanie się strachem przed byciem gorszą od innych. A czy jest w tym coś złego? Należy kształtować się w jak najlepszy możliwy sposób, jednak trzeba pamiętać, żeby nie zatracić siebie.
Obiecałam sobie, że o tej części napiszę krótko, ale wyszło jak zwykle. Ogólnie serię bardzo polecam, ale przy części siódmej ja już czuję zmęczenie materiału. Naciągane problemy, za dużo dram, a za mało tańca.
