Dev Hendrick mieszka wraz z psem Georgiem w domu na odludziu, w tytułowym „dzikim domu”. Jego matka zmarła, a ojciec przebywa w szpitalu psychiatrycznym. Dev jest bezrobotny, zmaga się z atakami paniki i właściwie wycofał się z życia. Zresztą zawsze był odlutkiem — w szkole prześladowanym i gnębionym przez innych uczniów. Pewnego dnia w domu Deva pojawia się współlokator, a właściwie zakładnik — Doll, nastolatek uprowadzony przez lokalnych chuliganów. Od tej chwili spokojne, choć samotne życie Deva zostaje wywrócone do góry nogami.
„Dzikie domy” Colina Barretta to opowieść o małym światku przestępczym, w którym narkotyki, bijatyki i kradzieże są na porządku dziennym. Bohaterami są tu przede wszystkim młodzi ludzie, często przez przypadek uwikłani w cudze porachunki. Jest wśród nich porwany nastolatek Doll i jego dziewczyna Nicky, która po jego zniknięciu rusza na jego poszukiwanie. Jest Dev, który niespodziewanie staje się strażnikiem zakładnika, a także szereg postaci zamieszkujących ten dość ponury świat.
Książka rozpoczyna się jak thriller: mamy porwanie, narkotyki, lokalny półświatek i trochę tajemnic do odkrycia. Tyle że akcja rozwija się bardzo powoli, a napięcie właściwie nie jest budowane. Zamiast thrillera nie dostajemy tu też szczególnie mocnej historii. Fabuła jest bowiem stosunkowo skromna, a siła książki leży przede wszystkim w języku i dialogach. Barrett potrafi jednym zdaniem uchwycić charakter człowieka, ma świetne wyczucie dialogu i tworzy bardzo charakterystyczną atmosferę. Tyle że zachwyt nad pojedynczymi zdaniami niekoniecznie przekłada się na zachwyt nad całą powieścią. Trudno również zaangażować się w losy bohaterów. Jest ich ciut za dużo, a zwłaszcza na początku można się pogubić w imionach i ksywkach. Z czasem ta galeria postaci zaczyna układać się w pewien obraz — ludzi agresywnych, którzy nie radzą sobie z własną frustracją, dla których przemoc staje się językiem, którym próbują rozwiązywać problemy.
„Dzikie domy” są ciekawsze jako portret ludzi niż jako historia. Barrett dobrze pokazuje świat, w którym młodość, bieda, przypadek i brak perspektyw mogą bardzo szybko skierować człowieka w niewłaściwą stronę. Zabrakło jednak czegoś, co połączyłoby te wszystkie świetne elementy w przekonującą całość. Pozostaje poczucie, że przeczytało się dobrze opisany fragment świata — dla wielu osób zapewne odległego i nieznanego — ale niekoniecznie porywającą powieść.
