Felietony Wojciecha Bonowicza są niezwykłą lekcją pocieszenia, ale także zatrzymania się nad swoim życie, samotnością, pustką, radością, wrażliwością. Zawsze przed taką lekturą jestem pełna obaw, ponieważ książki refleksyjne mają tendencję o umoralniania, trudnego języka i trudnych tematów. Z taką też niewiadomą podchodziłam do lektury zaproponowanej przez Wojciecha Bonowicza. Początki były dość trudne i specyficzne, jednak z czasem i w miarę upływu słów, zdań, stron, zaczęłam doceniać, jak ważne tematy porusza autor i w jaki sposób to robi.
Felietony są napisane w okresie trudnym i wymagającym, ponieważ związane są z czasem pandemii. Ukazują doświadczenia samego autora, ale także ludzi, którzy wokół niego funkcjonowali. Autor chce pokazać dzięki temu, że każdy z nas przeżywa pewne emocje różnie, jednak łączy je wspólny mianownik jakim jest refleksja. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że każdy rozdział jest osobnym tekstem, z zupełnie różną tematyką. Nic bardziej mylnego. Pomimo iż faktycznie były początkowo publikowane osobno, w całości stanowią jedyny, niepowtarzalny zbiór rozważań i egzystencjalnych przeżyć. Jednak te wszystkie wielkie słowa dotyczą codzienności i dlatego są w swej prostocie tak niezwykłe i wyjątkowe.
Bardzo się cieszę, że ta lektura niewielkich rozmiarów trafiła w moje ręce i potrafiła ukoić serce i niejedną tęsknotę. Czasem przypomniała o czasach trudnych, o których już chyba zapomnieliśmy, a ponoć tak miały dać nam się we znaki. Sprowadziła pewnego rodzaju nadzieję, ale rozbudziła także chęć działania. Z pewnością jest ona Dziennikiem pocieszenia. Pociesza, że wiele zależy od nas, możemy wybrać czy chcemy żyć przez wielkie Ż, czy wystarczy nam jedynie muśnięcie. Pamiętajmy jednak o małych radościach codziennego życia, ponieważ to one niosą ukojenie i pocieszenie w trudach. Jedyne czego nam potrzeba to spokoju i racjonalnego patrzenia w przyszłość i oceniania sytuacji.
Felietony zebrane w książce dostarczyły mi wiele dobrych i radosnych momentów. Pozwoliły przystanąć, zadumać się nad pędem, który mnie ogarnął, szczególnie pędem literackim. Była to dla mnie pozycji, której dałam mnóstwo czasu, żeby móc się nią rozkoszować i nasycić i czuję się usatysfakcjonowana.

