Lato wymaga wakacyjnych lektur. Zdecydowanie. Nie ważne czy opalamy się na brzegu morza, czy swobodnie kołyszemy w hamaku rozpostartym wśród drzew – ciepłe dni mają swoje czytelnicze wymogi. Każdego roku takich lektur znajdziemy naprawdę dużo. Propozycją od wydawnictwa Czarna Owca są „Detektywi z Kolonii Marigold” autorstwa Jo Nichols. Jak smakuje zbrodnia pod słońcem Kalifornii?
Kolonia Marigold jest miejscem nietypowym. Właścicielka, Pani B., zażywna kobieta po osiemdziesiątce, za nic ma wszelkie konwenanse. Idzie przez życie kierując się tylko swoim instynktem i odruchami serca. Na jej osiedlu mieści się kilka domków, a ich mieszkańcami są osoby ściśle dobrane przez właścicielkę. I nie da się ukryć, że tworzą oni mocno ekscentryczną mieszankę. Hamilton nie wychodzi z domu, Nicholas wiedzie wysoce tajemniczy żywot, Sophie trwa w okowach dawnej traumy, Ocean usiłuje łączyć życie artystki z rolą samotnej matki, a Lily-Ann musi stale sprawować nad wszystkim kontrolę. Spokojne, a nawet nieco nudne życie w Kolonii Marigold, zakłóca pojawienie się Anthony’ego. Milczący mężczyzna z kryminalną przeszłością wzbudza zainteresowanie i niepokój mieszkańców. Gdy pewnej nocy na osiedlu odnalezione zostają zwłoki, policja szybko skupia swoją uwagę na Anthonym. Makabryczne wypadki szybko nabierają tempa, a aresztowanie Pani B. staje się kroplą, która przelewa czarę. Najwyższy czas włączyć się do śledztwa, rozwiązać zagadkę zbrodni i przywrócić spokój. Zrobić to mogą jedynie mieszkańcy Kolonii Marigold zjednoczeni w szalonym kolektywie. Czy uda im się ustalić tożsamość mordercy i sprawić, by ich życie wróciło na utarte tory?
Wybuchowa mieszanka temperamentów, urocze i nieco odizolowane osiedle i trup – czy nie wygląda to na idealny przepis na wakacyjną historię? Jo Nichols jest pseudonimem małżeństwa – Joela Rossa i Lee Nichols. Oboje posiadają spory dorobek literacki, a także liczne współprace czy serialach Netflix. „Detektywi z Kolonii Marigold” wpisują się w konwencję tak zwanego „cosy crime”. Innymi słowy, jest to lekka, przyjemna historia z wątkami kryminalnymi. Czy na pewno aż tak lekka? Nie da się ukryć, że rozpiętość osobowości postaci, ich perypetie i zaskakujące zwroty akcji, jak najbardziej pasują do tej terminologii, ale autorzy idą dalej. Bardzo złożona jest tutaj warstwa obyczajowa. Poznając bohaterów i zagłębiając się w ich życie, dostrzeżemy w nim wiele tragizmu. Bardzo dobrze napisane są te postaci. I mimo tego, że pozornie każdy z nich to ekscentryk, to przyznać trzeba, że wszystkie ich przeżycia są jak najbardziej rzeczywiste. Sophie, która pije zbyt dużo nie radząc sobie z traumą sprzed lat. Niegdyś padła ofiarą stalkera, a wszystko, co wtedy przeżyła, cały czas jej towarzyszy. Marzy o zostaniu dramatopisarką, a wstrząsające zdarzenia z Marigold, aż proszą się o to, by umieścić je w sztuce teatralnej, prawda? Mimo tego, że osoby zamieszkujące osiedle domków Pani B., postrzegać można jako zwariowane, to jednak są one przewidywalne w swojej nieprzewidywalności. Kiedy jednak na terenie kolonii zamieszkuje Anthony, wszystko radykalnie się zmienia. Ten człowiek sprawia, że kłopoty wiszą w powietrzu. Były więzień, którego ciało pokryte jest tatuażami. Mężczyzna o potężnej posturze i mało skory do rozmowy – nie dziwi fakt, że w momencie odnalezienia zwłok na terenie osiedla, to właśnie on automatycznie staje się głównym podejrzanym. O jego niewinności przekonana jest Pani B. Ma nosa do ludzi, po prostu. I gotowa jest uczynić wszystko, by Anthony, który dla niej staje się tak samo ważny jak inni mieszkańcy, został oczyszczony z zarzutów. Policja ma jednak zupełnie inne plany…
Zabawne dialogi, nieoczywiste zwroty akcji i plejada nietuzinkowych postaci – wszystko wskazuje na to, że „Detektywi z Kolonii Marigold” są szaloną komedią, ale wbrew pozorom tych akcentów humorystycznych nie jest tutaj aż tak dużo. Złożoność charakterów postaci, ich wewnętrzne przeżycia i traumy, które im towarzyszą, sprawiają, że odczytujemy tę historię raczej jako dramat z elementami komedii. Sprawnie i z dużym wyczuciem napisane są te osobowości. Każda z nich jest psychologicznie rozbudowana i skomplikowana. Autorzy dobrze radzą sobie z dialogami, są one błyskotliwe i stanowią motor napędowy akcji. Jest jednak coś, co bardzo dokuczało mi w trakcie czytania książki – przedstawienie wydarzeń z punktu widzenia różnych osób sprawia, że dochodzi tutaj do licznych powtórzeń, które szybko stają się nużące. To jedna z tych książek, która mogłaby sporo zyskać, gdyby po prostu była krótsza. Zadaniem książki utrzymanej w letnim klimacie jest rozrywka, a w tym przypadku dochodzi do zepchnięcia jej na dalszy plan. Ciekawe, pełne kolorytu postacie, których w pewnym momencie jest już po prostu za dużo i stają się męczące. Jeżeli waszym priorytetem są wątki kryminalne, to w tej opowieści nie ma ich dużo. Niby są morderstwa, tropy, podejrzani i dość irytujący śledczy, ale cała zagadka kryminalna stoi na bardziej oddalonym planie. „Detektywi z Kolonii Marigold” będą lekturą dobrą dla osób, które lubią klimaty obyczajowe podane w nietypowej konwencji.
Nie do końca wszystko wyszło tutaj tak, jak wyjść miało. Dobry pomysł na fabułę, ciekawie opracowane osobowości i… dość miałka historia. Początek jest mało zachęcający, a natłok postaci przytłacza. Pani B. miała chyba spełniać rolę kluczowej osoby, wokół której splata się cała intryga, ale odebrałam ją raczej jako nieporozumienie i bohaterkę napisaną w sposób zbyt przerysowany. „Detektywi z Kolonii Marigold” sprawdzą się jako lekka obyczajówka, ale nie należy spodziewać się tutaj efektu wielkiego zachwytu. Można przeczytać tę powieść, ale nie stracimy wiele, jeżeli wybierzemy inną pozycję, która zapewni nam więcej wrażeń. Wiele wskazuje na to, że jest to dopiero początek serii. Kto wie? Być może sięgnę po kolejny tytuł, kiedy ukaże się na naszym rynku, ale wiem już, że nie będę oczekiwać szalonych podrygów mojego czytelniczego serca.
