Nietypowe zbrodnie w jeszcze bardziej nietypowych okolicznościach? To chyba specjalizacja Alka Rogozińskiego, który we wznowieniu "Czerwono mi" postanowił zainspirować się słynnymi polskimi festiwalami muzycznymi i... uśmiercić na nim połowę uczestników.
Róża Krull zostaje zaproszona jako jurorka konkursu festiwalu w Opolu, gdzie będzie się toczyć walka aż o cztery miliony złotych. Konkurować będzie ze sobą elita polskiej estrady, ale również gwiazdy złotej epoki i nowego pokolenia. Nieoczekiwanie, uczestnik za uczestnikiem, zaczynają odpadać z gry, ale nie ze stresu, a lądując w szpitalu lub nawet w kostnicy. Róża razem z Darskim zaczynają kolejne wspólne śledztwo, próbując rozwikłać zagadkę morderczego festiwalu, o którym mówi już cała Polska.
Ta historia z Różą średnio mi się podobała. Pierwszym powodem, dlaczego nie potrafiłam się wkręcić w fabułę, była zbyt duża ilość postaci, a mianowicie uczestników festiwalu. Niby charakterystyczne, ale potrafiły mi się mylić, zwłaszcza że autor zamiennie stosuje imiona i nazwiska, gdy kogoś opisuje. O ile imię dało się jeszcze spamiętać, tak nazwisko niekoniecznie. Lista postaci na początku każdej książki jest owszem pomocna, ale człowiek z czasem zapomina, z kim będzie mieć do czynienia. O niektórych kompletnie zapomniałam i zdziwiłam się, gdy nagle pojawili się na stronie, co trochę wybijało mnie z akcji.
Rogoziński lubi bawić się groteską, przerysowaniem i ironią, ale tutaj mam wrażenie, że już trochę poleciał w kosmos (w negatywnym tego słowa znaczeniu). Najbardziej irytująca była Klaudia Hutniak i jej bardzo przesadzone wypowiedzi. Rozumiem, że taka miała być dla innych bohaterów, denerwować ich i wzbudzać antypatię, ale dla czytelnika miała być raczej śmieszna. A mnie też irytowała i miałam jej tak samo dość, jak fikcyjne postacie. Natomiast reszta muzyków trochę się zlewała ze sobą. Edytę można było pomylić z Vigą, a Marię Januszek z Agulą, ale nie względu na podobieństwo charakteru, ale po prostu przez nagromadzenie tylu postaci. Sama zbrodnia była najciekawsza, ale już rozwiązanie zagadki nijakie i to jest niestety częsty mój ostatni zarzut do Alka Rogozińskiego, że jego zakończenia nie wpadają w mój gust. Róża nie miała tu aż tak wielkiego śledztwa, a Darski też nie dokonał wielkich odkryć, więc finalnie od samych zbrodniarzy dowiadujemy się na końcu, kim byli i dlaczego to zrobili. Cóż, można i tak, ale średnio mi się to podobało.
"Czerwono mi" nie będzie gościło wysoko w rankingu książek autora, ale nie skreśla go jednak w moich oczach, ponieważ dalej doceniam jego nietuzinkowy styl i ciekawe fabuły.
