Cienioryt. Krzysztof Piskorski. Wydawnictwo Literackie 2013
Estetyczna okładka w kolorze piaskowym przedstawiająca rapier o kunsztownie wykonanym koszu (motyw ten będzie powtarzać się na każdej stronie rozpoczynającej nowy rozdział w książce) kryjąca 450 stron fantastycznej przygody. Oto kolejna propozycja Wydawnictwa Literackiego z gatunku fantastyki: „Cienioryt” Krzysztofa Piskorskiego.
Jacek Dukaj ocenił książkę Piskorskiego jako „literacki dwupak”: przygodę utrzymaną w konwencji płaszcza i szpady oraz „światotwórstwo” pierwszej wody. Co do pierwszego stwierdzenia nie sposób się nie zgodzić – mamy bohatera, nieprzeciętnego szermierza (czytaj: mistrza fechtunku), który wplątuje się w aferę zapewniającą czytelnikowi lekturę na kilka wieczorów. Mamy też i wiernych kompanów, gotowych oddać życie za przyjaciela. Porównywany przez wydawcę do Dumasa i Pereza-Reverte, Piskorski zręcznie zamieszał w kotle, do którego wrzucił awanturniczą fabułę i wymyślony przez siebie świat.
Właśnie, jeśli chodzi o miejsce akcji powieści, pochwalone przez samego guru Dukaja, to każda osoba o podstawowym zasobie wiedzy o świecie zidentyfikuje Vastylię i mieszczącą się na jej terenie Serivę jako pisarski ekwiwalent wczesnonowożytnej Hiszpanii. Piskorski wykorzystuje znane wszystkim elementy, zmienia nazwy geograficzne (ale nie za bardzo – powinowactwo Vastylii i Kastylii bije po oczach, a nazwa „Morze Sargassowe” chyba nie wymaga komentarza...) i dodaje garść ciekawostek od siebie.
Podstawą fantastyczności świata przedstawionego jest kwestia cieni. W Serivie nikt nie odważy się wejść w czyjś cień, a powiedzenie „nadepnąć komuś na cień” mogłoby oznaczać coś o wiele gorszego od nadepnięcia na odcisk. Łącząc swoje cienie, mianowicie, łączą swe dusze ich właściciele – wspomnienia, nawyki, cechy charakteru oraz umiejętności wędrują od jednego cienia do drugiego, wzbogacając, lub zubożając, nieszczęśników, którzy wpadli na siebie w świetle palącego serivskiego słońca. Tylko mieszkańcy odległych krain pozwalają sobie na dobrowolne łączenie cieni w celach poznawczych, ale w cywilizowanej Vastylii każdy ma prawo do prywatności...
Dodajmy do tego jeszcze wielopoziomową cieńprzestrzeń służącą do szybszego przemieszczania się z punktu A do punktu B poprzez skróty budowane przez biegłych w sztuce cienia cieńmistrzów, którzy potrafią również na życzenie klienta pozbawić cienia wiernego wierzchowca lub ulubiony fotel. Co uzyskujemy? Oryginalną krainę, w której nieprzeciętny człowiek o długim nazwisku Arahon Caranza Martenez Y’Grenata Y’Barratora walczy o pieniądze, o honor, o kobietę i o przetrwanie.
W walce tej nasz bohater pozna drugą stronę rzeczywistości, znacznie mroczniejszą od drugiej strony lustra odwiedzonej przez małą Alicję. Świat będący lustrzanym odbiciem naszego, miejsce, w którym od dołu świeci (a może „ćmieci”) czarne słońce. Autor czerpie, być może nieświadomie, z samego Dukaja i jego pomysłu związanego z opozycją światło-ćmiatło. Nawiązanie do idei znanej z trochę przydługiego „Lodu” nie jest jednak tak oczywiste i bezpośrednie. Sam Dukaj nazwał pomysł Piskorskiego opartym na najdawniejszych intuicjach ludzkości i coś w tym jest.
Czy Piskorski jest nową gwiazdą fantasy? Trudno stwierdzić. Z pewnością jest jednak kometą, która zaznaczyła swe miejsce na nieboskłonie polskiej fantastyki i warto obserwować dalej jej trajektorię. Poza tym, nareszcie ktoś wymyślił świat, gdzie poobiednia siesta – wypadająca w porze najdłuższych cieni – jest uzasadniona czymś więcej niż ludzkim lenistwem! To może być oznaka geniuszu...
Michał Surmacz
