Jednym z moich założeń czytelniczych było przeczytać całą historię, którą rozpoczęły ,,Małe kobietki”. Właśnie mi się to udało! Ostatnią bowiem częścią cyklu jest powieść "Chłopcy Jo". Wydaje mi się, że Alcott od pierwszego rozdziału przygotowuje czytelnika na koniec i daje jasne znaki, że kończy całą historię. Myślę, że stało się tak głównie przez to, że tę część niejako wymusili na autorce fani. Stąd zapewne konwencja, żeby od początku zaznaczyć, że to już jest koniec. Pomimo wszystko, Alcott utrzymała poziom swoich poprzednich książek.
Chłopcy Jo, czyli Rob, Ted, Tom, Nat, Emil, Demi i Dan dorastają. Idąc w świat, muszą wykorzystać wiedzę, którą zdobyli w Plumfield, ale również sprawdzić swój ukształtowany przez nauczycieli charakter. W tej części już nie wybrzmiewa echo dziecięcych śmiechów, zostało zastąpione przez różne troski, gorycz, ale także nadzieję na spełnienie wszystkich marzeń. Wątki poszukiwania swojej dorosłej drogi splatają się także z wątkami poszukiwania miłości. Zamknięcie historii nie jest już sentymentalną podróżą do świata dzieci, staje się głębszą refleksją o świecie i losie człowieka, który musi się w nim odnaleźć.
Bardzo podoba mi się książka "Chłopcy Jo". Myślę, że takiego zakończenia cyklu się nie spodziewałam, ale takiego właśnie sobie życzyłam. Dojrzalsze spojrzenie na człowieka, ale przede wszystkim świetnie wpleciona rola kobiet w powieści o dojrzewających mężczyznach. Alcott pokazuje, że kobieta odgrywa ogromną rolę w świecie, może nauczać, kształcić się, ale przede wszystkim sama stanowić o swoim losie. To niezwykłe, jak na tamte czasy przesłanie, które dzisiaj też jest niezwykle ważne.
