Nie każdy lubi słodkości. Ja za nimi przepadam, tak jak i bohaterowie "Bursztynowych słodyczy magicznych" Hiyoko Kurisu, których łączą odwiedziny w pewnej wyjątkowej cukierni. To oddzielone od realnego świata jedynie żywopłotem miejsce, kusi bohaterów właśnie takimi wyrobami. Kogetsu, istota o podwójnej naturze - ludzkiej i lisiej, tworzy przysmaki, które pomagają w rozterkach życiowych. Jednak nie tylko odwiedzający sklep czerpią korzyści z zakupu pralinek. Właściciel ma również w tym swój cel.
Japońska literatura wciąga mnie coraz bardziej. Uwielbiam to zawieszenie między światami, które pozwala bohaterom iść przez życie z poczuciem nadprzyrodzonego wsparcia. Towarzyszyłam więc z radością bohaterom, którzy pojawiali się koło świątyni, by pomodlić w trudnych chwilach i tam między roślinnością znajdowali przejście do starego pasażu, na końcu którego znajduje się sklep Kogetsu. Każda z historii opisywała zdziwienie istnieniem tej zaczarowanej uliczki, ale wspaniale oddawała niuanse naszych różnych spojrzeń i perspektyw.
Opowieść o magicznych słodyczach to ciepła i wzruszająca książka o oswajaniu się z emocjami, o potrzebie i pięknie przyjaźni, o tym, że nie zawsze nasze marzenia są o tym, o czym myślimy, że są. Jest o zaufaniu, że siły wyższe nam sprzyjają i choć nie zawsze rozumiemy swoją drogę, to paradoksalnie puszczenie kontroli może pomóc nam po niej kroczyć. A odrobina słodyczy może nas na tej drodze wzmocnić.
