Świat przekroczył punkt bez powrotu. Ludzie doprowadzili do jego upadku powoli, krok po kroku. Magiczne drzewa – Numinary, które zapewniały równowagę w przyrodzie zostały wycięte i spalone, by móc zasilić swoją mocą maszyny ludzi. Kiedy ludzie zorientowali się, że ich świat umiera, było już za późno. Błagalne modły, wznoszone do bogów o pomoc i ratunek pozostawały głuche. Tylko jeden bóg odpowiedział na ludzkie błagania. Kluehnn zawarł pakt z ludźmi, a teraz przyszedł czas zapłaty. Kluehnn po latach krwawych wojen z pozostałymi bóstwami ogłosił się Jedynym prawdziwym, wprowadzając religijny reżim w krainach, znajdujących się pod jego panowaniem. Mieszkańcy pozostałych miejsc, które są w kolejce do odnowy nie mają najlepszych widoków na przyszłość. Połowa z nich w każdej krainie albo posłuży za paliwo do odnowy i zniknie, reszta zostanie zamieniona w hybrydę człowieka i bóstwa. Kto nie chce brać udziału w loterii, ucieka.
Tak wygląda świat w którym przyszło żyć siostrom... Hakara i Rasha to sieroty, które mają tylko siebie. Teraz uciekają z Kaishan, krainy objętej odnową.
Najmocniejszym elementem powieści jest sam świat i pomysł stojący za jego funkcjonowaniem. Andrea Stewart stworzyła rzeczywistość, która wyróżnia się na tle większości współczesnego fantasy. Motyw odnowy krain działa bardzo dobrze, głównie dlatego, że nie jest pokazany jako coś jednoznacznie dobrego. Żeby ziemia mogła odżyć, ktoś musi za to zapłacić. Połowa ludzi znajdujących się w danej krainie zostaje dosłownie pochłonięta przez świat i staje się częścią nowej, żyznej ziemi. Inni tracą człowieczeństwo i przemieniają się w dziwne, często przerażające istoty. Miejsca nie objęte odnową, również nie napawają optymizmem. Są to krainy surowe, wyniszczone i z roku na rok coraz bardziej nieprzyjazne dla ludzi. Wszyscy próbują przeżyć kolejny dzień w rzeczywistości, która od dawna się rozpada. Przez większość książki czuć ciężar tego świata i wiszące nad nim nieuniknione zagrożenie.
Centralnym punktem historii pozostaje relacja dwóch sióstr i to ona właśnie najlepiej trzyma emocjonalny ciężar całej opowieści. Ich więź, rozdzielenie i późniejsza próba odnalezienia się w świecie, który regularnie odbiera ludziom wszystko, wypadają wiarygodnie i mogą mocno zaangażować czytelnika. Niestety im dalej w historię, tym więcej perspektyw i nowych bohaterów. Część z nich faktycznie rozwija świat i fabułę, ale część sprawia wrażenie „wciśniętych na siłę”. Zamiast pogłębiać historię, miejscami rozbijają tempo i odciągają uwagę. Najbardziej problematyczne (dla mnie) okazały się jednak elementy wyraźnie skręcające w stronę young adult i romantasy. Przy tak brutalnym, dusznym i interesująco zbudowanym świecie niektóre relacje i emocjonalne rozterki bohaterów zwyczajnie nie pasują tonem do reszty historii. Fragmentami, zamiast ciężaru świata, dostajemy sceny i dialogi, które brzmią jak typowa młodzieżowa fantasy, a nie opowieść o cywilizacji stojącej nad przepaścią. Elementy te nie dominują książki, jednak miejscami są w stanie skutecznie wybić z klimatu.
Mimo tych problemów „Bogowie Otchłani” nadal bronią się oryginalnością i samym pomysłem na świat. To fantasy o konsekwencjach ludzkiej chciwości, religijnym fanatyzmie i próbie przetrwania w rzeczywistości, która dawno przestała być miejscem przyjaznym dla ludzi. Nie jest to książka bez wad, ale trudno odmówić jej charakteru i kilku naprawdę dobrych pomysłów. Dla osób szukających czegoś trochę innego niż klasyczne fantasy może być to solidna lektura, nawet jeśli nie wszystkie elementy spełniają nasze oczekiwania.
