Książkowe rozczarowania są przykre, zwłaszcza gdy opis potrafił dać nadzieję, że w rękach trzymamy epicką historię, która za granicą podbiła serca tysięcy czytelników, a miano bestsellera dostała ot tak. Taki los spotkał "Bezlitosne światło" Sophie Clark.
Selena Avella znana jest pod pseudonimem Rzeźniczka z Rzymu i szczyci się bycia jedną z najlepszych egzorcystek. Kiedy jej los przecina się z osobą Julesa Lacroixa, wie, że poznanie młodego dezertera będzie źródłem problemów. W świecie, w którym demony nie są postaciami z bajek, tylko stanowią realne zagrożenie, Selena i Jules muszą rozwiązać zagadkę obecności Beliala w Watykanie, jednego z demonicznych książąt, pochodzenie samego Julesa oraz tajemnice zmarłego ojca Seleny, który mógł przed śmiercią odkryć prawdę o ich Nieumarłym Bogu.
Do przeczytania Bezlitosnego Światła zachęcił mnie motyw demonów i egzorcystów, ponieważ kojarzy mi się on z reguły pozytywnie: serialem "Supernatural", anime "Ao no Exorcist". O dziwo, z tym drugim tytułem powieść Sophie Clark miała nawet cechy wspólne pod kątem postaci Julesa. Selena natomiast przypomina trochę postać Celeany ze "Szklanego Tronu", zaś klimat samego Rzymu i Watykanu dało się odczuć na kartkach książki.
Niestety, historia jest napisana strasznie chaotycznie. Miałam wrażenie, że autorka skraca czasami niektóre fragmenty, przez co gubiłam się w akcji, nawet w takich szczegółach, gdzie dany bohater aktualnie przebywa. Tłumaczenie przez nią zasad rządzących tym światem oraz magii było też niedopracowane. W sam proces czytania wejść jest łatwo, ale zapamiętać coś z niego? Bardzo trudno.
Jedynym mocnym punktem tej historii jest relacja Seleny i Julesa, choć też ma pewne niedociągnięcia. O ile Jules jest naprawdę urokliwy i ma tę iskrę, przez którą można stracić głowę dla książkowego bohatera, tak Selena jest cięższa do polubienia, a jej rys postaci nakreślony bez większej głębi. W jej całej historii najbardziej był interesujący wątek taty Seleny, który zginął, gdy ta była dzieckiem.
Chaos i bałagan jako nieodłączony element fabuły mocno obniża jakość lektury i wrażenia końcowe. Poczułam ulgę, gdy wreszcie dotarłam do ostatniej strony. "Bezlitosne światło" nie okazało mi litości i zostawiło mnie naprawdę mocno zmęczoną oraz rozczarowaną wymyśloną przez Sophie Clark historią.
