Przedsionek piekła. Tomasz Kaczmarek. Uroboros 2021. Fragment 3

Przedsionek piekła - Tomasz Kaczmarek

Fragment 3

 

 

– Widzę, że przykułem twoją uwagę – skwitował jego zastygnięcie dyrektor. – Świetnie. Tak, od dawna wiem, że wypuszczasz się na nocne przechadzki. Spytasz, cze­mu nic nie robiłem? Doceniam twój intelekt. Jest na­prawdę… wybitny. Zupełnie wyjątkowy. Jednak nie po­może ci on się stąd wydostać. Nawet byś tego nie chciał. Jak przetrwałbyś na zewnątrz? Nie. To nie to. Po prostu chcesz mieć tu, na miejscu, trochę lepszy żywot. Trochę więcej wolności. Trochę wyzwań. Chciałbyś jeszcze raz poczuć, że jesteś coś wart. No cóż. Ty mi pomożesz, a ja zadbam o to, żebyś miał większą swobodę w poruszaniu się po ośrodku. Przygotowałem nawet odpowiednie pisma do rady nadzorczej. Zainteresowany?

Milton oblizał spierzchnięte wargi. Zacisnął dłoń na uchwycie laski.

– Tak – odparł krótko.

– No i bardzo dobrze. Zaciekawił cię pacjent. Rozma­wiałeś z nim wczoraj, tak?

– Tak jakby… Wciąż miał w żołądku sondę. Ale był przytomny.

– Ano właśnie. Sonda została usunięta dzisiaj rano. Przyjmuje pokarmy płynne w miarę bez zakłóceń. Ale nadal nic nie mówi. A struny głosowe ma nienaruszone. Dziwne?

– Zdecydowanie. Tak poparzony człowiek powinien mieć obrażenia górnych dróg oddechowych, a nawet oskrzeli.

– Ano właśnie. Zajmiesz się nim dla mnie. Swego czasu umiałeś wyciągać z ludzi prawdę, zgadza się? Więc wycią­gniesz z niego wszystko, co się da. Masz się dowiedzieć,

kim jest, co wie, skąd jest, co lubi i gdzie chodzi. Cho­dził. Bo już raczej tam nie pójdzie.

Profesor poczuł się zaintrygowany. Uniósł w górę srebrną brew:

– Nie wiecie, kim jest? I staruszek ma się dowiedzieć?

Naczelnik Home rozłożył ręce i ozdobił twarz krzy­wym uśmieszkiem.

– Nie ukrywam, że mam braki kadrowe, a większość psychiatrów, jakimi dysponuję, to idioci. A ty idiotą nie jesteś. Więc przyjmij ofertę albo ją odrzuć.

– Mam tylko jedno pytanie.

– No?

– Co już o nim wiadomo? Został przyjęty jako ano­nim? Tutaj? Do Imadła?

– Hm, tak. To pacjent specjalny. Ze względu na moją dobrą wolę powiem ci, że został przyjęty z uwagi na pewne podejrzenia służb rządowych co do swego pocho­dzenia. Nie ma jednak ciśnienia góry na wyciąganie z niego konkretnych informacji. Ten obowiązek ja na­kładam na ciebie. Dowiedz się jak najwięcej. Nawal, a nie dostaniesz nic. Uznaj to za prezent z mojej strony. Sprawa pozostaje poza aktami. Oficjalnie zajmiesz się pracą przy pielęgnacji pacjentów. Niczego nie ryzyku­jesz. Mamy umowę?

Profesor Milton poczuł, że serce bije mu coraz mocniej.

– Zgoda.