Alterojciec, Aleksander Lange

Alterojciec

Ojciec miał nie wiele ponad 30. Strasznie lubiłem się z nim bawić. Budował dla mnie wieże z klocków lego. I samoloty. Kiedyś nawet wybudował mi robota. Teraz myślę, że to nie lada wyczyn skonstruować robota z lego duplo.

Ojciec miał nie wiele ponad 30. I prawie całą głowę w siwych włosach. Miał taki swój fotel w dużym pokoju, na którym lubił siadać. Siadał tak i wbijał wzrok w ścianę. A ja patrzyłem na niego i wydawało mi się, ze cały świat próbuje go z tego fotela zrzucić. Jego wzrok stawał się nieobecny. Bił z niego smutek i przygnębienie całych stuleci. Nigdy wcześniej i nigdy później nie widziałem takiego smutku w czyichś oczach.

Ojciec miał nie wiele ponad 30 i prawie całą głowę w siwych włosach. Nie uśmiechał się często, ale gdy się już uśmiechał to był to uśmiech szczery. Nie taki jaki ma dla ciebie sprzedawca czy wokalistka na ślubie kolegi. Jego uśmiech był zmęczony ale szczery.

Czasem przerywałem zabawę w zoo, wdrapywałem się na jego fotel i siadałem mu na kolanach. Kładłem głowę na jego ramieniu, ręce zawieszałem mu na szyi a on głaskał mnie wtedy po włosach. Nie tak mechanicznie jak koleżanka po wspólnie spędzonej nocy. Tak jak ojciec.

Siedzieliśmy więc tak i razem próbowaliśmy sobie przypomnieć jak wyglądała matka.