Stary Doktor – legenda żywa czy martwa? Magdalena Ciechańska. Felieton

Stary Doktor – legenda żywa czy martwa?

              Zakończył się rok 2012, ogłoszony Rokiem Janusza Korczaka. Przez ostatnie dwanaście miesięcy mieliśmy okazję przypomnieć sobie postać Henryka Goldszmita, jego twórczość i koncepcje wychowawcze. Nie da się ukryć, że większość ludzi pamięta Korczaka jako autora Króla Maciusia I oraz okoliczności heroicznej śmierci Doktora.

Tak też jawi się Korczak w literaturze wspomnieniowej. Relacje wychowanków i współpracowników Goldszmita, poza nielicznymi słowami krytyki, ukazują go jako mądrego, kochającego Pana Doktora, który dla wszystkich ma indywidualne rady i rozwiązuje każdy problem z właściwym sobie humorem i inteligencją. Doktor jest nieskończenie mądry, ciepły, utalentowany, kochany i szanowany, pracowity i oddany dzieciom… Do tego wszystkiego ukoronowaniem nadzwyczajnego życia jest nadzwyczajna śmierć – dobrowolne męczeństwo. Wiersze o Korczaku pełne są opisów pochodu mieszkańców Domu Sierot na Umschlagplatz, dzieci w bydlęcych wagonach i samego Doktora, który decyduje się na śmierć w komorze gazowej, do końca wierny swoim ideałom. Korczakowi postawiono pomnik, z którym nie sposób poradzić sobie po ludzku.

Korczak jest tym specyficznym rodzajem autorytetu, którego na ogół się nie poznaje i w odniesieniu do którego powtarza bezmyślne: wielkim pedagogiem/pisarzem/lekarzem był. Polski czytelnik poznaje w szkole podstawowej Króla Maciusia, wie co nieco o Treblince i właściwie to wszystko. W ciągu pięciu lat studiów, podczas których zdobyłam zawód nauczyciela, nie usłyszałam ani słowa o Korczaku. Pedagodzy, z którymi miałam okazję pracować, wiedzą tyle, ile wystarczy do przeprowadzenia lekcji o Królu Maciusiu. O metodzie Korczaka pamięta garstka osób. Zresztą, mniejsza o metodę, metoda jeszcze nigdy nikogo nie wychowała. Ale co z samym Korczakiem-człowiekiem? Jego wizerunek to niestety garść pięknych stereotypów, wzruszających wspomnień i powtarzanych bez końca frazesów. Nawet żarty o nim przypominają anegdotki o świętych, z których wypada się „ciepło” śmiać, choć wcale nas nie bawią.

Potrzeba dużego talentu i wyczucia, aby bezpretensjonalnie, z szacunkiem i po ludzku móc mówić o osobowości takiej jak Korczak. Wydaje się to niemożliwe. A jednak komuś się udało. Sekretarz Korczaka, Igor Newerly, chyba jako jedyny stworzył piękny, rzetelny portret Starego Doktora, portret pozbawiony sztuczności, spójny, bez wytartych frazesów. W książce Żywe wiązanie Newerly przedstawił osobę Korczaka w taki sposób, że każde z poczynań Doktora jest logiczną konsekwencją jego poglądów i przekonań. O ile opowieść zaczyna się dość słabo, niczym żywot świętego z niemalże magiczną metamorfozą Henryka w Janusza, o tyle kończy się rewelacyjnie – pełnym wyjaśnieniem decyzji o śmieci w obozie. Porównanie Korczaka do Marka Aureliusza sprawia, że heroizm Doktora nabiera człowieczych rysów – oto zgodnie z tym, co głosił przez całe życie o prawie człowieka do umierania w dowolnym momencie, Goldszmit koronuje swoje dzieło. Nie ma dla niego innej śmieci, ta jest jedyną możliwą.

Nie chodzi o to, by walczyć z tradycją w imię mody na źle rozumianą oryginalność. Nie ma powodu, aby bezmyślnie brukać autorytety i zrzucać posągi z postumentów – geniusz i tak sam się obroni. Sednem sprawy jest wiedza o tym, co się podziwia –  
„Chwała jest formą niezrozumienia, być może najgorszą”.
(J. L. Borges)

                                                                                                  Magdalena Ciechańska


Konkursy

Jesienny konkurs patronacki z Wydawnictwem MG
Czas trwania: 18-10-2021 - 24-10-2021