Myśl czwarta. Siedzę i czekam.

Czekanie! To jest dopiero ekscytujące! Usiąść przy stole i napisać list. Nie e-maila, nie smsa, nie wiadomość na facebook’u. Prawdziwy list – z kartki papieru i atramentem, co się może niefortunnie rozmazać. Pozwolić, aby ktoś setki kilometrów stąd dotknął moich słów. Piszę banalne, trywialne słowa, aby później iść na półgodzinny spacer w stronę urzędu Poczty Polskiej. Wysłałam. No, teraz już nie ma odwrotu.

Czytaj więcej

Myśl trzecia. Mam nadzieję.

Niepostrzeżenie rozwijającym się we mnie, a jednocześnie nieposkromionym. Tu – jeśli mieć nadzieję to znaczy wariować ze sobą i u siebie, to istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że to słuszna i dobra sprawa jest, i pewnego dnia odpłaci mi się ta chwila: kiedy miłość mnie dotknie, będę potrafiła ją przyjąć. Mieć nadzieję to jeszcze wierzyć, że skoro w mojej szafie kryje się tęsknota, to w Twojej również.

Czytaj więcej

Myśl druga. Data ważności.

 Maleńkimi i trudnymi krokami budowałam to co mam. Nie udało mi się osiągnąć wiele. Właściwie, to tylko jakieś drobnostki. Dlaczego miałabym komuś to oddać? Ot tak, za piękny uśmiech i parę komplementów? Co gorsza – ponieważ wymagają tego normy społeczne, znajomi, rodzina? Bo teraz jest najlepszy czas? Jeszcze jestem ładna, jeszcze mógłby ktoś mnie chcieć. Później będzie tylko trudniej/gorzej. Nie mogę całe życie mieszkać z rodzicami i za swoją minimalną krajową zaspokajać swoje bieżące zachcianki – brzmią fundamentalne argumenty przeciw mojej spokojniej wegetacji

Czytaj więcej

Myśl pierwsza. Pewnie. Jesteśmy tak ładne, że biegają za nami tłumy wielbicieli.*

Boję się. W tym miejscu zaczynam spadać w dół z zawrotną prędkością – powtarzane niemalże codziennie „nie” to najzwyklejszy strach. Śmiesznie i kolokwialnie to wygląda, ale boję się, że ktoś mógłby zrobić mi krzywdę. Jak wtedy gdy wracam ciemną nocą do domu i wydaje mi się, że zza najbliższego drzewa ktoś wyjdzie i mnie napadnie. Jak truchleję przed kolejną wizytą u dentysty, bo wiertło w ustach to nic przyjemnego.

Czytaj więcej

Dla K

Godzina 23.47… Jeszcze dwa przystanki i wysiądzie z autobusu by udać się do pustego mieszkania. Ulice miasta tętnią nowym, nasyconym brutalnością życiem. Nieliczne jednostki świata dziennego marazmu uciekają w pośpiechu do domów… Boją się… Strach wydobywa się szara mgiełką spod mocno naciągniętego kaptura bluzy.

Czytaj więcej