Jesteśmy cmentarzyskami, Ola Mazur

„Człowiek jest naprawdę królem dzikich bestii, gdyż jego brutalność przewyższa ich brutalność. Żyjemy ze śmierci innych. Jesteśmy cmentarzyskami!”Leonardo da Vinci Rozdział I Słońce prażyło jak oszalałe, a ptaki padały w locie. Tylko niektóre staruszki i wszystkie bez wyjątku udręczone upałem dzieci wykazywały imponującą żywotność. Kamienice niczym piece hutnicze dyszały gorącem. Rozpalone płyty chodnikowe parzyły stopy przez cienkie, letnie sandałki, a... Czytaj więcej

Papier - nowela, Magdalena Dębowska

Wszystkie znaki na niebie i na ziemi, horoskopy, taroty, pasjanse, w istocie cały ezoteryczny kolektyw wskazywał na rychłe uhonorowanie mojej osoby Noblem, wygraną w plebiscycie czytelników Gazety Takiej a Nie Innej, nominacją do Nike. Zaprawdę powiadam wam, każde tchnienie otaczającej mnie rzeczywistości było fantastycznym proroctwem, proroctwem należącym do tego samego zbioru co słowa : gloria, mamona, uznanie, koktajl, darmowy alkohol.... Czytaj więcej

7 wierszy, Wojciech Komada

Wojciech Komada (ur. 1979) pseudo-poeta, fotograf-amator. Debiutował w "Parnasiku" w 2006 r. Mieszka i tworzy w Świdnicy, czasem Wrocławiu.     *** ślady kocich łap i pazurów znaczą ścieżkę do zimowej kryjówki w której lęgną się dziwne cienie i szepty o prawdzie   wystarczy wślizgnąć się tam ukradkiem by tego doświadczyć i poczuć chłód ponadczasowej tęsknoty     *** przede mną płynące postacie za moimi... Czytaj więcej

Wóz z sianem, Dawid Brakke

Świat jest wielkim wozem siana. Każdy zgarnia z niego tyle, ile zdoła. (przysłowie flamandzkie)   Wóz z sianem   Zbieranie siana było jak karnawał. Karnawał w środku lata. W istocie bowiem nie obowiązywały wtedy żadne zasady, poza jedną: zebrać siano przed deszczem. Wszystko inne, łącznie ze święceniem dnia Pańskiego, schodziło absolutnie na dalszy plan. Najbardziej zwaśnieni sąsiedzi zawierali zawieszenie broni. Najbardziej leniwi... Czytaj więcej

Niezwykły przypadek Martyny Gewalt, Andrzej W. Sawicki

Od strony Wisły wiał zaskakująco ciepły, jak na połowę lutego, wiatr. Słońce znikało już za dachami ruder Powiśla, ostatnie jego promienie ślizgały się po nabrzeżu. Przy zacumowanych rybackich batach* siedziało pięć dziewcząt. Każda trzymała miedzy nogami wiklinowy kosz, do którego wpadały rybie wnętrzności, sprawnie wypruwane przez młodzieńcze ręce, uzbrojone w ostre, zakrzywione nożyki do patroszenia. Córki rybaków musiały się śpieszyć,... Czytaj więcej